Sprawdź konkurs!
/ Dieta Ewy Dąbrowskiej / Historie czytelników – Marta – Poszcząc wygrałam z reumatyzmem

Historie czytelników – Marta – Poszcząc wygrałam z reumatyzmem

Moja blisko 20-letnia już przygoda z postami dr Dąbrowskiej zaczęła się kiedy miałam 22 lata. Miałam wówczas poważny problem ze zdrowiem. W wieku ok 19. lat zostało u mnie zdiagnozowane reumatoidalne zapalenie stawów. Już wcześniej, przez ok 2-3 lata miewałam powracające bóle stawów dłoni i bardzo puchły mi palce, zazwyczaj po jednym u każdej dłoni albo po dwa lub nawet trzy. Zdarzało się to około dwa razy w roku, a trwało do kilku tygodni. Opuchlizna była czasem tak duża, że nie mogłam zgiąć palca.

Później, właśnie ok 19. roku życia zaczęły mnie też pobolewać nadgarstki i kolana, czasem też stawy w stopach. Po diagnozie reumatologa zaczęłam brać leki. Dziś niestety nie pamiętam ich nazw, ale były dosyć „ciężkie’’ i powiedziano mi, że artretyzm to nieuleczalna choroba, więc będę musiała je brać do końca życia.

Prognozy nie były najlepsze…

Moja mama zaczęła chorować na stawy w wieku 35-37 lat, wiec dużo później niż ja. Kiedy ja miałam lat 20, to ona 49 i była już bardzo schorowana. Za każdym razem kiedy wstawała z pozycji siedzącej czy leżącej, zajmowało jej dłuższą chwilę, aby „rozchodzić’’ stawy. Zazwyczaj musiała chwilę postać w miejscu i poruszać nogami, a często wstawała z okrzykiem bólu.

Po około 3 latach na lekach nie było u mnie żadnej poprawy.

Nie pamiętam już co miały sprawić te leki, oprócz zniwelowania bólu. W każdym razie, po tych 3 latach powiedziano mi, że powinnam jechać do sanatorium, aby się trochę bardziej podleczyć, poddać zabiegom i odpocząć od medykamentów. Poczułam, że nie mogę żyć w ten sposób i mam naprawdę dość tych leków. Nie chciałam zaczynać kolejnego opakowania za żadne skarby.

Pamiętam dzień kiedy znalazłam na półce książkę dr Dąbrowskiej pt. „Zdrowie i ducha ratować żywieniem’’. Kończyłam właśnie kolejne opakowanie leków (a brałam ich chyba 3 rodzaje) i czułam się fatalnie zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Miałam spuchnięte palce, wyjałowiony przewód pokarmowy i problemy z trawieniem.

Zaczęłam czytać…

Pochłonęłam całą książkę w ciągu 2 dni i obudziła się we mnie nowa nadzieja! Wcisnęłam ją do przeczytania mamie i siostrze. Wszystko co tam przeczytałyśmy i obiecywane efekty zdrowotne brzmiały fantastycznie. Przeszłyśmy na post, czyli dietę warzywno-owocową, zwaną głodówką, wszystkie 3 naraz (po raz pierwszy w 1999 roku). Dałyśmy radę pościć przez całe 3 tygodnie.

Efekty były wspaniałe!

Mama po raz pierwszy od wielu, wielu lat mogła wstać i iść bez „rozruszania’’ stawów, minęły jej bóle i wszelka opuchlizna. Ja poczułam się jakbym nigdy nie chorowała na stawy. Było cudownie, leki wyrzuciłam do kosza.

Poszcząc wygrałam z reumatyzmem

Poszcząc wygrałam z reumatyzmem

Wszystkie 3 przestałyśmy jeść mięso i mama zaczęła prowadzić w domu dwie oddzielne kuchnie… bo mężczyźni (tata oraz mąż mojej siostry) pozostali przy swojej dotychczasowej diecie. Wprowadziłyśmy dużo zmian w żywieniu, więcej razowego pieczywa i makaronów, kasze zamiast ziemniaków, lepsze oleje, więcej pieczenia i gotowania niż smażenia.

Od tamtej pory nigdy więcej nie wzięłam leków na stawy.

Choć przez te blisko 20 lat reumatyzm powracał i powraca sporadycznie, to nigdy już z takim nasileniem ani tak często, jak przed dietą i zmianą nawyków żywieniowych. Wierzę, że gdybym trzymała się zdrowego żywienia na 100%, to tych nawrotów nie byłoby wcale, ale niestety kiedy czuję się naprawdę dobrze, to mam tendencję do podjadania słodyczy.

Poza tym reumatyzm to choroba autoimmunologiczna i duże znaczenie mają emocje oraz psychika. Obserwowałam się przez te lata i doszłam do przekonania, że nawroty bólu w stawach są u mnie skorelowane z zamartwianiem się czymś w moim życiu.

Jednak reumatyzm już mi nie straszny!

Mając do dyspozycji tak potężne narzędzie walki z chorobami, jakim jest post, niewielu chorób się już obawiam. Kiedy zdarzy się, że pobolewa mnie kolano, czy palec (a ból stawów nietrudno jest rozpoznać, jeśli ktoś przez to przeszedł), to planuję mały detoks. Często wszelkie objawy mijają w ciągu 3. dni, ale zazwyczaj poszczę 10 lub 14 dni, czasem 3 tygodnie lub trochę dłużej (mój rekord to 25 dni).

Takie nawroty nie zdarzają się często i są bardzo łagodne. Nie przyszłoby mi nawet do głowy brać czegoś na ból. Ot, po prostu czuję, że coś się dzieje nie tak w stawach, coś lekko strzyka.

Od niemal 20 lat funduję sobie takie oczyszczania.

Można by pomyśleć, że po wielu seriach postów nie powinnam już czuć potrzeby ich przechodzić. Jednak po pierwsze nadal od czasu do czasu zjadam za dużo słodyczy. A po drugie nigdy do końca nie wiadomo, co znajduje się w kupowanej żywności. Dlatego czasem warto usprawnić działanie systemu odpornościowego i dać organizmowi odpocząć od przetwarzania tego, co wrzucamy do środka, pozwolić mu „posprzątać’’ i się zregenerować.

Ponadto gdy zrobiłam 5-6 letnią przerwę, to około 5 lat temu miałam poważniejszy nawrot zapalenia stawów i znowu spuchło mi kilka palców u rąk. Oczyszczanie pomogło i od tamtej pory robię to 1-2 razy do roku, po 2-3 tygodnie.

Co do mamy, to ma dziś 70 lat i nadal robi sobie takie oczyszczanie od czasu do czasu, tylko krótsze, zazwyczaj między 3- 10 dni. Czytałam, że nie poleca się postu w późnym wieku, ale na mamę działa to świetnie.

Za każdym razem jest trochę inaczej.

Zazwyczaj przez pierwsze 2-3 dni mam bóle głowy. Jestem osłabiona, czasem dostaję od razu biegunkę (wtedy piję dużo soku z marchwi i nie jem kiszonek), jestem śpiąca i bez energii. Trwa to 1-1,5 dnia, a niekiedy dłużej niż 2.

Ostatnio, za każdym razem na początku detoksu, mam ból w krzyżu (korzonki?), strzelający bokami nóg, czasem aż do stóp. Nigdy nie miewam takich bólów poza detoksem… Trwa to 2-4 dni, zawsze na początku diety i czasem jest to naprawdę intensywny ból, nie pozwalający siedzieć lub leżeć w dowolnej pozycji. Jednak żaden kryzys ozdrowieńczy mnie nie przeraża – do tego stopnia ufam procesowi oczyszczania się przez organizm.

Kryzysy ozdrowieńcze pojawiają się w różnym czasie.

Czasem pojawiają się już w pierwszym tygodniu, a innym razem dopiero około 10. dnia. Miałam ich całą gamę: gorączkę, która trwała bardzo krótko lecz była wyraźnie odczuwalna, wypryski na plecach i / lub twarzy, czerwone plamy na tułowiu, jakieś nieokreślone bóle w krzyżu i nogach. Zawsze szybko mijają. To, że się pojawiają może wynikać z tego, że czasem nie odżywiam się między postami na 100% zdrowo. Dla porównania moja mama, kiedy przechodzi tę dietę, zazwyczaj nie zauważa żadnej różnicy w samopoczuciu.

Psychiczne przygotowanie jest bardzo ważne.

Dobrze jest sobie zaplanować, którego dnia się rozpocznie post i trzymać się tej daty, zrobić zakupy i zawsze mieć pod ręką coś, co można jeść, aby nie sięgać po to, co zakazane. Z czasem, kiedy mój organizm przyzwyczaił się do całego procesu, uczucie głodu zanika u mnie niemal natychmiast po rozpoczęciu postu. Ostatnio zauważyłam, że budząc się rano w dniu kiedy zaczynam post, już nie mam innych zachcianek, właściwie nie miewam też uczucia głodu.

Posty rozpoczynam kiedy mam wolne. Lubię wziąć dodatkowy dzień wolnego, bo wiem, że już 4. dnia będę jak nowo narodzona. Po tych pierwszych 3-4 dniach jest już super jeśli chodzi o poziom energii, koncentracji, przechodzą wszelkie dolegliwości stawowe (jeśli jakieś były) i generalnie jest bosko.

Kiedy poszczę, dużo czasu spędzam sama.

Z ludźmi spotykam się najwyżej na spacer, herbatkę lub do kina. Imprez unikam. To taki czas dla mnie. Odnowienie fizyczne idzie w parze z odnowieniem emocjonalnym i duchowym – jeśli ktoś w tę sferę wierzy. Stany emocjonalne na detoksie to ciekawa historia… Miewam napady niemal euforii lub dobrego humoru bez powodu. Człowiek robi się bardzo lekki pod każdym względem.

Trzeba pamiętać o aktywności fizycznej i dać mięśniom znać, że są potrzebne, przynajmniej chodząc na spacery albo ćwiczyć w domu choć trochę. Ja nigdy nie robiłam nic bardzo forsownego.

Poszcząc wygrałam z reumatyzmem

Poszcząc wygrałam z reumatyzmem

Regularnie badam poziom mikroelementów.

Jako, że nie jem mięsa (czasem tylko ryby), to mniej więcej raz na rok robię sobie testy na żelazo, hemoglobinę itp. z obawy przed ewentualną anemią. Przez 20 lat miałam za niskie żelazo tylko raz. Zaczęłam potem jeść dużo szpinaku i pić pokrzywę (sama zaparzałam ją w domu) i niedługi czas potem okazało się, że mam za wysokie żelazo!

Jem dużo jajek, prawie codziennie, ale cholesterol mam zawsze w normie – widocznie nie jajka są problemem, jak nas kiedyś uczono… Ogólnie mówiąc, wyniki badań krwi, moczu i wskaźniki reumatoidalne mam zawsze w normie. Mięso przestałam jeść, kiedy przeczytałam, że jedzenie go (szczególnie mięsa czerwonego) pogarsza stan naszych stawów. Wierzę, że dieta bezmięsna przyczyniła się w dużej mierze do poprawy mojego zdrowia. Być może nie dla każdego łatwe jest przejście na wegetarianizm czy pescowegetarianizm (jedzenie ryb).

Mnóstwo pozytywnych efektów po zakończeniu detoksu

to poprawa wyglądu skóry, świetne trawienie, o niebo lepszy sen, większa ilość energii na co dzień i łatwość wstawania rano. Do tego dochodzi brak przeziębień, niesamowita ostrość myślenia.

Ponadto wspaniałe jest to jak wyostrzają się zmysły i przypływa rozpierającą energia. Zdarzało mi się wysprzątać całe mieszkanie od podłogi do sufitu.

Jeśli chodzi o wagę, to nie wiem od czego to u mnie zależy. Czasem spada na łeb na szyję, a innym razem dzieje się to wolniej. Traktuję spadek wagi jako pozytywny efekt uboczny.

Wielu moich znajomych próbowało diety Dąbrowskiej

i nieraz słyszałam od nich: „Chyba już muszę skończyć, bo bardzo boli mnie gardło’’ albo: „Mam jakąś wysoką gorączkę, nie wiem co się dzieje, ale chyba zacznę jeść normalnie, bo muszę wziąć jakieś leki’’. Cóż… moje podejście jest takie: Boli Cię coś kiedy robisz głodówkę kontrolowaną? To super! Coś się leczy! Jeśli przerwiesz w momencie, kiedy twój organizm właśnie wysłał zastępy do walki, to tak jakbyś zarządził odwrót, kiedy Twoi żołnierze wygrywają na polu bitwy.

Nie wiem, czy można zachorować poszcząc… mi przez 20 lat nie zdarzyło się zachorować podczas postu, a wszystkie dolegliwości przemijały tak samo nagle jak się pojawiały. W naszych rozmowach z mamą, kiedy któraś z nas właśnie pości, często przepytujemy się nawzajem: „coś cię już boli’’, bo dla nas to oznacza się coś się ruszyło, coś się leczy. Tyle, że mamę już teraz nic nie pobolewa na diecie.

Podsumowując.

Post jest dla mnie absolutnie niezawodnym sposobem na trzymanie reumatyzmu w szachu. Kiedy czuję, że „bestia’’ podnosi się z uśpienia, zapraszam ją do „partyjki szachów” w postaci diety warzywno-owocowej. Jeszcze nie zdarzyło mi się przegrać takiej rozgrywki. Za każdym razem zapędzam bestię w kozi róg, gdzie pozostaje do momentu, gdy moja beztroska w kuchni da jej czas na przygotowanie kolejnego ataku.

Dorastam do myśli, aby zakończyć te batalie raz na zawsze i na stałe wyeliminować z jadłospisu wszystko, co mi nie służy. I bardziej przyłożyć się do jogi, która wspaniale działa na utrzymanie elastyczności stawów oraz lepiej zadbać o swoje emocje (joga w tym również pomaga). A wtedy… szach i mat!

Autorka artykułu (gościnnie): Marta Kurowska, która powiedziała dość! lekarstwom na reumatoidalne zapalenie stawów i zmieniła swoje życie na lepsze.

 

UWAGA: Bezpłatny eBook!

“5 kluczowych zasad oczyszczania

warzywno-owocowego”

 

Bezpłatny eBook, a w nim:

 

1. Trzy fazy detoksu, przez które musisz przejść.
2. Potęga nawadniania – udrożnij „wewnętrzną oczyszczalnię”.
3. Niech pokarm Cię uzdrowi – świeże, surowe, odżywcze.
4. Czas dla Ciebie i Twojego ciała.
5. Odżywianie wewnętrzne – nie szalej z kaloriami.

0 SKOMENTUJ

Wyślij swoją wiadomość

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Więcej Niż Zdrowe Odżywianie