Sprawdź konkurs!
/ Artykuł / Jak schudłem 20 kg i nie dopadło mnie jojo

Jak schudłem 20 kg i nie dopadło mnie jojo

Michał Jaworski on 11 stycznia 2021 - 06:00 in Artykuł, Oczyszczanie, Zdrowe odżywianie, Dieta

W dniu kiedy piszę te słowa mija już 10 lat odkąd w pół roku schudłem 20 kg i od tego czasu utrzymałem wagę nie łapiąc jojo… Postawiłem wtedy na dietę, która bez wyrzeczeń i głodowania obiecywała spadek wagi i dawała gotowe rozwiązania na wypadek ponownego przytycia. Co to była za dieta?

Obietnica była bardzo kusząca i co najważniejsze przeszła próbę czasu – w moim przypadku 10-letnią. Jednak z perspektywy czasu i mojej obecnej wiedzy o zdrowym odżywianiu, widzę że nie była to najlepsza metoda odchudzania. Skuteczna, jednak niekoniecznie zdrowa.

Dlaczego chciałem się odchudzić?

Odkąd pamiętam miałem problemy z nadwagą. W szkole podstawowej byłem konkretnym grubaskiem, który nie lubił chodzić na zajęcia wychowania fizycznego. Bieganie kilka razy wokół stadionu piłkarskiego było dla mnie koszmarem.

Tak to trwało przez szkołę podstawową. Potem poszedłem do szkoły średniej i postanowiłem, że muszę coś z tym zrobić. Zastosowałem najprostszą dietą o jakiej wtedy słyszałem, czyli zacząłem jeść mniej. Jadłem pełne śniadania, obiady połowicznie (tyko 2 danie bez zupy) i sporadycznie malutką kolację. Trwało to około pół roku i faktycznie schudłem bardzo wyraźnie. Na tyle wyraźnie, że byłem zadowolony ze swojego wyglądu.

Na studiach, gdy pojawił się nieregularny tryb życia, waga czasami skakała. Jeżeli wyraźnie wzrosła, to wracałem do mojego pierwotnego planu. Czasowo ograniczałem ilość jedzenia, czasem bardzo drastycznie.

Niestety pojawiły się również złe nawyki. Zauważyłem, że rano nie chce mi się jeść, więc stwierdziłem, że może rano nie będę jadał śniadań. Miałem nadzieję, że jak później zacznę jeść, to sumarycznie zjem mniej. Oczywiście na nadziejach się kończyło, bo wieczorem dopadał mnie głód i zwykle nadrabiałem z nawiązką.

Dodatkowo jedząc wieczorem nie miałem okazji tego spalić, więc nadmiar kalorii odkładał się w formie tłuszczu – takie błędne koło ciągłej nadwagi.

Co w odchudzaniu było najtrudniejsze?


Za pierwszym razem same wystartowanie, czyli zaprzestanie przekładania:zacznę od nowego roku, nowego miesiąca, nowego tygodnia“. Jednak patrząc z perspektywy czasu tak naprawdę najtrudniejsze dla mnie było:

  • konsekwencja i systematyczność – trudno mi było jadać regularnie i utrzymywać dyscyplinę jadania niskokalorycznych, zdrowych posiłków. Miałem też problemy z motywacją i gdy pojawiał się słabszy dzień, to łatwiej było sięgnąć po kaloryczne przekąski,
  • ograniczenie pieczywa – łatwo po nie sięgać. Kanapkę z chlebem robi się w 2 minuty i można ją zjeść w drodze na wykłady lub do pracy, co dla osób będących w ciągłym niedoczasie jest bezcenne…
  • rezygnacja ze słodyczy – jak tu się opanować, gdy idąc ulicą na co drugim skrzyżowaniu widać cukiernię, a w sklepach spożywczych słodycze są wyłożone przy kasach,
  • gotowanie jedzenia fit – dostępne wówczas przepisy były pracochłonne i często wymagały trudno dostępnych składników,
  • poskramianie pojawiających się napadów głodu – szczególnie w okresie, gdy świadomie rezygnowałem ze śniadań mając nadzieję, że sumarycznie w ciągu dnia zjem mniej,
  • przygotowywanie posiłków do pracy – nie wiedziałem co i jak przygotować, aby smacznie i w całości (nie wylane do plecaka) zjeść to podczas przerwy obiadowej.

Te wszystkie trudności powodowały, że będąc już w szczęśliwym związku małżeńskim i pracując w biurze, pewnego ranka na wadze zobaczyłem 96 kg. Przy moim wzroście 184cm nie był to może dramat, jednak to co mnie zmartwiło najbardziej to fakt, że od kilku lat waga systematycznie rosła. W końcu do mnie dotarło, że jak nic z tym nie zrobię to za 2, 3 miesiące na wadze zobaczę 100 kg, do czego zdecydowanie nie chciałem dopuścić.

W tym momencie bardzo chciałbym podziękować mojej żonie Tatianie. Pomimo tego, iż sam widziałem, że z moją wagą jest coś nie tak, to nigdy, ale to przenigdy nie dała mi do zrozumienia, że muszę coś z tym zrobić. Historię mojego odchudzania oczami Tatiany możesz przeczytać tutaj.

Zazwyczaj najchętniej robimy to, co sami wymyślimy, czujemy się wtedy „ojcami pomysłu” i angażujemy się całym sercem, aby to zrealizować. Do mojego odchudzania musiałem dojrzeć sam i bardzo się cieszę, że Tatiana dała mi taką możliwość.

Kiedy i dlaczego nastąpił przełom?


Pewnego dnia podczas przerwy obiadowej w biurowej kuchni przypadkiem zasłyszałem rozmowę dwójki osób z pracy. Rozmawiali o diecie South Beach, która pomaga schudnąć. Natychmiast przysiadłem się do ich stolika i zacząłem dopytywać o szczegóły.

Koleżanka stosująca ją opowiedziała o głównych założeniach diety: składa się z 3. faz, w których każda jest coraz mniej restrykcyjna. Ona sama wówczas była w 2. fazie, schudła 4 kilogramy, czuła się świetnie. Dodatkowo była bardzo optymistycznie nastawiona do dalszego jej stosowania.

Zaproponowała mi pożyczenie książki “Dieta South Beach” napisanej przez Arthura Agatson’a, twórcę tej diety. Następnego dnia miałem już tę książkę w swoich rękach, przeczytałem ją w 2 dni. Trzeciego dnia do pracy przyszedłem z własnym jedzeniem przygotowanym w domu zgodnie z wytycznymi diety South Beach.

UWAGA: Zanim przerwiesz czytane i wjedziesz na któryś z popularnych portali klikając przy pozycji tej książki „Kup teraz” pragnę Cię przestrzec. Obecnie uważam, że sztywne trzymanie się zaleceń diety South Beach może być szkodliwe. Fakt, dieta jest skuteczna, pozwala w dość krótkim czasie bez głodowania zrzucić zbędne kilogramy jednak zawiera zbyt dużo mięsa i nasyconych kwasów tłuszczowych. Tłuszcze nasycone w dłuższej perspektywie mają fatalny wpływ na zdrowie. Dlaczego nadmiar mięsa jest niezdrowy – dokładnie omówiłem w podcaście: Dlaczego nadmiar mięsa jest niezdrowy.

Wracając do mojego odchudzania – ojcem jego przełomu, czymś co go odróżniało od moich wieloletnich wcześniejszych prób były dwa elementy:

  1. Zanim bezrefleksyjnie rzuciłem się na kolejną dietę odchudzającą, od deski do deski przeczytałem książkę napisaną przez jej twórcę (lekarz kardiolog). Dzięki temu zrozumiałem jej założenia, mechanizmy działania (dlaczego jest skuteczna) i zasady komponowania zgodnych z nią posiłków. Nie musiałem się trzymać sztywno jakichś jadłospisów. Samodzielnie komponowałem potrawy z dostępnych w domu lub sklepie (przekąski na mieście) produktów.
  2. Pierwsza 2-tygodniowa faza diety, to był tak naprawdę cukrowy detoks stabilizujący gospodarkę insulinowo – glukozową. Odnosząc się do współcześnie popularnych diet, pierwsza faza była bardzo podobna do diety keto, która eliminuje wszystkie węglowodany. Dzięki temu trzustka „odpoczywa” od ataku węglowodanami (zwłaszcza prostymi) i nie musi w tym okresie produkować insuliny. Efekt jest taki, że po kilku dniach u większości osób praktycznie zanika łaknienie słodkiego i obok cukierni przechodzimy niewzruszeni.

Na czym polegała moja dieta odchudzająca?


Dieta South Beach, którą stosowałem 10 lat temu została wymyślona przez amerykańskiego kardiologa Arthura Agatson’a. Było to na potrzeby rekonwalescencji jego pacjentów z problematu układu krwionośnego.

Jej głównym celem była poprawa stanu zdrowia i pomoc w regeneracji po np. stanach zawałowych.  Zauważono jednak, że będący na niej pacjenci tracili zbędne kilogramy.

Trzy etapy mojej diety: 1

Etap pierwszy trwał 2 tygodnie i polegał na całkowitej eliminacji produktów zawierających węglowodany. Czyli wykluczyłem: pieczywo i wszelkie produkty z dodatkiem mąk, kasz, ziemniaków, owoców, słodyczy, alkoholu, napojów słodzonych itd. W tym etapie, z uwagi na brak dostarczanych z pożywieniem węglowodanów, organizm zużywa zasoby cukru zgromadzone w mięśniach i wątrobie (glikogen). W tym procesie związana w glikogenie woda jest uwalniana. Pozbywamy się jej w toalecie, a nasze obwody i waga błyskawicznie spadają.

To daje olbrzymiego kopa motywacyjnego bo okazuje się, że w kilka dni, jadając regularnie 5 posiłków dziennie, można stracić na wadze np. 5 kg!

Co się dzieje dalej? Po 2-5 dniach zasoby glikogenu się kończą i organizm przechodzi keto adaptację. Zaczyna czerpać energię z ciał ketonowych wytwarzanych z tłuszczu w wątrobie. Proces keto adaptacji może trwać od 1 do kilku dni i może objawiać się okresowymi spadkami energii. Organizm musi nauczyć się korzystać z innego źródła energii.

Na tym etapie diety trzustka w końcu ma wolne i może odpocząć. Z uwagi na to, że w diecie nie dostarczamy węglowodanów, trzustka nie musi produkować insuliny. Poziom cukru we krwi jest stały – czyli bliski zeru. Skutkiem ubocznym przejścia na ciała ketonowe jest brak łaknienia na słodycze (u większości osób), wzrost energii i poprawa samopoczucia. W moim przypadku już po 2. tygodniach spadła mi waga o 6 kg. Nie należy tego mylić z schudnięciem, bo za część tego spadku odpowiada uwolniona z glikogenu woda.

Trzy etapy mojej diety: 2

Etap drugi diety trwał do czasu, aż osiągnąłem oczekiwaną wagę. W moim przypadku było to 6 miesięcy, podczas których schudłem 16 kg. Na tym etapie dietę z 1. etapu stopniowo rozbudowywałem o zdrowe produkty węglowodanowe.  Te o niskim IG: płatki owsiane, kasze, razowe pieczywo, mało słodkie owoce – najlepiej jagodowe.

Ważne jest, aby kolejne produkty wprowadzać etapami systematycznie kontrolować wagę, upewniając się, że z tygodnia na tydzień ciągle chudniemy. Jeżeli okaże się, że przez dłuższy czas (np. 2 tygodnie) waga stoi w miejscu to wycofujemy ostatnio wprowadzone produkty itd.

Przyznam się, że bardzo mile wspominam ten okres. Jadałem regularnie 5 razy dziennie, nie czułem głodu, jednocześnie chudłem około 2,5 kg miesięcznie. Może nie jest to jakoś spektakularnie dużo, w szczególności w zderzeniu z pierwszym etapem diety, jednak należy pamiętać, że zdrowe odchudzanie powinno być powolne i systematyczne. Spotkałem się nawet z zaleceniami, że najzdrowiej jest chudnąć w takim samym tempie jak się tyło 🙂

Trzy etapy mojej diety: 3

Etap trzeci diety trwa do końca życia. Polega na zdrowym odżywianiu opartym na nieprzetworzonych produktach roślinnych z małym dodatkiem produktów odzwierzęcych.

Można wtedy od czasu do czasu pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa. Okazjonalnie zjeść ciasto, tort przygotowany przez ciocię lub niekoniecznie najzdrowsze przekąski na przyjęciu u znajomych. Ważne, aby było to sporadycznie. Trzeba  trzymać się zasady aby co najmniej 80% spożywanych kalorii pochodziło ze zdrowych źródeł, a pozostałe 20% zostawić sobie na szaleństwa.

W filozofii opisanej w książce Dieta South Beach spodobała mi możliwość wracania do poprzednich etapów. W przypadku gdy się zagalopujemy i stracone kilogramy zaczną wracać, to zawsze możemy wrócić do etapu 2 lub nawet 1. Wtedy ponownie wchodzimy z odżywaniem na właściwe tory.

Dlaczego mimo wszystko nie polecam diety South Beach?

Czytając relację z mojego odchudzania można pomyśleć, że to idealna dieta:

  • możesz jeść 5 posiłków dziennie,
  • nie liczysz kalorii i najadasz się do syta,
  • nie musisz się katować wyczerpującymi ćwiczeniami fizycznymi,
  • czujesz się świetnie,
  • regularnie chudniesz….

Co więcej, analizując efekty pierwszego etapu diety (6 kg w 2 tygodnie) można mieć pokusę na przedłużenie etapu 1. Wtedy dodatkowo przyśpieszamy gubienie kilogramów… No więc, gdzie jest haczyk i dlaczego teraz uważam, że dieta, dzięki której uzyskałem wymarzoną wagę, nie jest godna polecenia?

Głównie z dwóch powodów.  Pierwszy 2-tygodniowy etap diety bardzo przypomina modną dietę keto, low carb lub po prostu dietę nisko węglowodanową. Organizm ludzki ewolucyjnie został przygotowany do przetrwania okresów głodu. Były to dni lub maksymalnie tygodnie, w których ludziom pierwotnym nie udało się znaleźć lub upolować pożywienia. W tych okresach organizm przełącza się na odżywianie wewnętrzne.  Rozkłada wtedy zgromadzoną na ten okres tkankę tłuszczową i zasila mięśnie, mózg i organy wewnętrzne paliwem w postaci ciał ketonowych.

Zauważ jednak, że była to sytuacja awaryjna (okresowy głód). Coś co trwało przez pewien okres i kończyło się dostępem do pożywiania umożliwiającego odbudowanie uszczuplonych rezerw. Do tego nas przygotowała ewolucja i sam obecnie to wykorzystuję stosując okresowe posty lub głodówki lecznicze.

Z punktu widzenia ewolucji odżywianie ciałami ketonowymi miało się odbywać w okresach niedoboru pokarmu, kosztem tkanki tłuszczowej zgromadzonej w ciele. A co my robimy obecnie będąc na diecie keto? Eliminujemy węglowodany, które od czasów prehistorycznych były istotnym elementem naszej diety. Równocześnie faszerujemy się kilka razy dziennie produktami bogatymi w białko i wątpliwej jakości tłuszczami, najczęściej nasyconymi. Bez wątpienia nie jest to sytuacja, do której przygotowała nas ewolucja.

W medycynie akademickiej w uzasadnionych przypadkach (epilepsja, cukrzyca, choroba Parkinsona, PCOS), zaleca się okresowe stosowanie pod kontrolą lekarza diety keto. Taka dieta łagodzi napady niektórych chorób. Jednak jest to z naciskiem na: okresowe i pod kontrolą lekarza. Dieta nisko węglowodanowa zdecydowanie nie jest zalecana jako długoterminowa kuracja, nie mówiąc już nawet o sposobie odżywiania na całe życie.

Drugi powód, dla którego nie polecam diety South Beach, to jakość dostępnych produktów spożywczych, które nam zostają do dyspozycji po eliminacji węglowodanów. Po wykluczeniu z diety owoców, warzyw skrobiowych (marchew, kukurydza, groszek, dynia, ziemniaki, itp.), produktów zbożowych, warzyw strączkowych, cóż nam zostaje? Mięso, jaja, tłuste sery, masło i śmietana, tłuszcze i oleje, orzechy no i oczywiście warzywa zielone.

I oczywiście, jeżeli Twój talerz na okresowej diecie keto będzie zapełniony warzywami zielonymi z dodatkiem orzechów i wielonienasyconych tłuszczów roślinnych, np. olej lniany, to możesz sobie pogratulować. Smutna praktyka najczęściej jest jednak taka, że objadamy się wątpliwej jakości mięsem z marketu zawierającym duże ilości tłuszczów nasyconych, a warzywa służą do ozdoby…

W efekcie, owszem chudniemy i nie mamy łaknienia na słodycze, jednak niekiedy (oby jak najrzadziej) jest to okupione rujnacją zdrowia objawiającą się pojawieniem jednostek chorobowych, o których nawet wcześniej nie słyszeliśmy. Osobiście znam osoby, które w ten sposób zakończyły długoterminowe stosowanie diety keto. Nikomu tego nie życzę.

Jak zdrowo schudnąć i utrzymać wagę?


Przede wszystkim zrobić to z głową i nie wierzyć w diety cud obiecujące w krótkim okresie spektakularne spadki wagi. Krótkookresowe intensywne diety powodują tak naprawdę zrzucenie, uwolnionej z rozłożonego glikogenu, wody.  I jeśli podczas takiej krótkotrwałej diety nie przyswoisz wskazówek na temat dalszego odżywiania, to woda ta po zakończeniu i powrocie do poprzedniego sposobu odżywiania błyskawicznie powraca.

W trwałym, zdrowym, systematycznym chudnięciu chodzi przede wszystkim o ujemny bilans kaloryczny. Chodzi o to, aby systematycznie dostarczać organizmowi mniej kalorii niż jest zużywane, do czasu osiągnięcia pożądanej wagi. Wtedy organizm brakujące kalorie pobierze z rezerw rozkładając tkankę tłuszczową.

Jak to osiągnąć? Ja znam co najmniej 2 metody.

Pierwsza „na leniucha”

To kupienie gotowego jadłospisu, którego deficyt kaloryczny jest dopasowany do Twojego zapotrzebowania i oczekiwań. Ważne jednak, aby wybrać jadłospis, który będzie dopasowany do Twoich preferencji smakowych i zakupowych. Jadłospis, który jest przynajmniej neutralny zdrowotnie. Byłoby idealnie, gdyby ten jadłospis składał się z produktów działających prozdrowotnie, zawierających przeciwutleniacze i wielonienasycone kwasy tłuszczowe.

Mając taki jadłospis pozostaje już tylko trzymać się jego wytycznych i cieszyć gubionym kilogramami 🙂 Oczywiście w praktyce nie jest to takie proste. W grę wchodzi motywacja, która w momencie startu diety jest najwyższa, a potem już tylko spada. Do tego dochodzą różne nieprzewidziane przeszkody czyli życie, które podpowiadają nam 1001 powodów, dla których trzeba z tej diety zrezygnować.

W moim przypadku sposób pierwszy by się nie sprawdził, ponieważ nie lubię sztywno trzymać się danego jadłospisu. Chcę mieć możliwość dostosowywać pory spożywania i składu posiłków do aktualnej sytuacji i miejsca gdzie się znajduję. Dodatkowo chcę wiedzieć jak się dalej odżywiać już po zakończeniu diety, aby zrzucone kilogramy nie wróciły.

Drugi sposób – „na eksperymentatora”

Najpierw zdobywam wiedzę na temat zdrowego odchudzania. Jak obliczyć i dobrać kaloryczność? Co i jak przygotować? Jakich błędów nie popełniać? itd.

Dzięki temu mogę samodzielnie komponować swoje posiłki w zależności od mojego samopoczucia, ochoty oraz miejsca, w którym się znajduję. Dzięki temu nie jestem ograniczony do konkretnych przepisów. Mam do dyspozycji całą paletę zdrowych produktów, z których komponuję swoje posiłki. Regularnie sprawdzam swoją wagę i w razie potrzeby na bieżąco wprowadzam stosowne korekty.

Fakt, mój sposób niektórym może okazać się zbyt skomplikowany, wymagający zbyt dużej samodyscypliny. Jednak w dłuższej perspektywie w moim przypadku przynosi efekty. Jakie efekty?

Czy wyobrażasz sobie bycie na jakimś jadłospisie przez 10 lat? Albo całe życie? Dlaczego tak długo? Być może zaraz Twój światopogląd na temat odchudzania legnie w gruzach ale nie łudź się, nie ma diety, dzięki której schudniesz raz na zawsze. Coś takiego nie istnieje! Jeżeli jesteś osobą otyłą to albo popełniasz kardynalne błędy żywieniowe albo masz genetyczne skłonności do tycia. Jest jeszcze trzeci wariant – możesz mieć jedno i drugie jednocześnie.

Który by z tych wariantów nie wybrać, to jeżeli po zakończeniu odchudzania wrócisz do poprzednich nawyków żywieniowychstracone kilogramy wrócą. Wrócą do ciebie z prędkością światła nawet z bonusem w postaci jojo.

Aby zdrowo schudnąć i utrzymać wagę musisz spełnić 2 warunki:

Pierwszy:  Zdrowo schudnąć

Czyli zrobić to w sposób nie rujnujący zdrowia. Jak Ci się już te schudnięcie uda to ostatnią rzeczą, którą chcesz widzieć, są kolejki w przychodniach lekarskich, aby te zdrowie ratować. Jak zdrowo schudnąć?

Jeżeli masz czas to przeczytaj 3-5 książek o odchudzaniu autorów do których masz jako-takie zaufanie. Wyciągnij z tego średnią i opracuj samodzielnie plan odchudzania dopasowany do Twoich potrzeb. Jeżeli tego czasu nie masz, to zdaj się na zaufanego dietetyka albo jeszcze lepiej psychodietetyka. Ten drugi  przy okazji poukłada Ci trochę w głowie pracując nad Twoją motywacją, aby szybko nie zniknęła.

Oczywiście takiemu psychodietetykowi trzeba za to zapłacić. On zapłacił za własną edukację i już za Ciebie przeczytał nie 3, ale pewnie z 33 książki na ten temat. Możesz teraz wykupić jego czas, aby dla Ciebie taki program przygotował.

Drugi: Utrzymać uzyskaną wagę

To samo się nie zrobi i często jest zadaniem dużo trudniejszym niż punkt 1. Nie oszukujmy się, coś w Twoim życiu, Twoim sposobie odżywiania musi się zmienić, aby nie wrócić do nawyków sprzed odchudzania. Może to być na przykład dużo większa ilość ruchu niż wcześniej. Wtedy nadmiarowe kalorie nie będą się odkładać tylko będą spalane.

Może to być przebudowanie codziennego menu włączając dużą ilość produktów gęstych odżywczo (witaminy, minerały, enzymy) i zawierających mało kalorii. Głównie warzywa zielone znajdujące się na szczycie skali ANDI.

Aby to zrobić musisz nauczyć się komponować i przygotowywać zdrowe, odżywcze posiłki. Alternatywa bycia na gotowym jadłospisie do końca życia jest raczej mało realna do utrzymania.

Czy było warto?


Wiesz czego żałuję? Żałuję, że nie zrobiłem tego wcześniej. I wcale nie chodzi o to, że wcześniej chciałem być szczupły i piękny, że wcześniej chciałem z mniejszą zadyszką zdobywać górskie szczyty, albo szybciej dogonić piłkę podczas gry z synem.

Najbardziej przykre w całym okresie sprzed mojej odchudzeniowej metamorfozy było poczucie porażki, które pojawiało się za każdym razem, gdy moja waga ponownie wystrzeliwała w kosmos. Ten mały złośliwy chochlik, który pojawiał się na moim ramieniu i szeptał do ucha: „Widzisz, znowu Ci się nie udało…” No bo się nie udało, on miał rację…

Za każdym razem próbowałem to sobie zracjonalizować np.: „akurat były wakacje, należała mi się odrobina szaleństwa” , albo „miałem trudniejszy okres w pracy, nie miałem czasu na trzymanie diety”. Jednak i tak moja samoocena cierpiała i za każdym kolejnym razem motywowanie się do odchudzania było trudniejsze. Żałuję, że tyle razy z pokorą musiałem przyjmować złośliwości tego chochlika nie mogąc mu się odpłacić ciętą ripostą.

Do odchudzania podchodzę z głową tj. przygotowanie teoretyczne, zrozumienie mechanizmów tycia i stabilizacji wagi, sukcesywna, ewolucyjna zmiana sposobu odżywiania, włączenie aktywności fizycznej. Dzięki temu przez ostatnie 10 lat utrzymuję moją wagę na stałym poziomie.

Najlepsze w tym jest to, że systematycznie doszkalając się zaczynamy dostrzegać coraz to nowe korzyści z bycia fit. Wtedy z roku na rok przychodzi to coraz łatwiej – przynajmniej tak jest w moim przypadku.

Co Ty możesz zrobić, aby zdrowo schudnąć i utrzymać wagę?

Masz 2 możliwości – pisałem o tym kilka akapitów wcześniej, teraz troszkę je rozwinę.

Pierwsza to postawienie na własną edukację

Czyli samodzielne zdobywanie wiedzy i motywacji do przygotowania planu posiłków i wdrożenia go w życie. Tylko podkreślam, niech to będzie zdrowe odchudzanie, bez mocno eliminacyjnych diet typu low carb, keto. Nie nadają się one do długookresowego stosowania. Dodatkowo samodzielnie z nimi eksperymentując można sobie wyrządzić krzywdę. Niech to będzie zróżnicowana, bogatoresztkowa dieta z przewagą produktów pochodzenia roślinnego zawierające zdrowe wielonienasycone tłuszcze.

Druga możliwość to zdanie się na specjalistę

Specjalistę, który już poświęcił swój czas i pieniądze (studia, książki, kursy) na zgłębienie tematu odchudzania od podszewki. Specjalistę, który ma doświadczenie w pracy z osobami z nadwagą. Dzięki temu zaoszczędzisz czas, nerwy wynikające z nieudanych prób i zdrowie uzyskując plan dopasowany do Twoich preferencji, potrzeb i możliwości.

Bazując na doświadczeniu moim oraz osób, z którymi indywidualnie pracuje Tatiana, bardzo istotnym elementem planu odchudzania jest wsparcie psychodietetyczne. Tak jak pisałem wcześniej, motywacja do odchudzania najwyższy poziom osiąga na samym jego początku. Potem już tylko spada. Do tego dochodzą psychologiczne powody okresowego przejadania się niweczące nierzadko tygodniowe wyrzeczenia żywieniowe.

Indywidualna praca z psychodietetykiem pozwala dotrzeć do zachowań, barier sabotujących odchudzanie się i je usunąć. Pozwala również znaleźć dodatkowe elementy zwiększające motywację i wypracować scenariusze zachowań. Scenariusze, które wdrażamy w sytuacjach spadku motywacji.

Jeżeli potrzebujesz takiej zaufanej osoby, która jest psychodietetyczką (wsparcie psychologiczne) i dietetyczką (doradztwo dietetyczne) to z czystym sumieniem mogą polecić moją żonę Tatianę. Każdego dnia widzę ile energii, entuzjazmu i czasu wkłada w wspieranie swoich podopiecznych. Pomaga im odzyskiwać zdrowie, dobre samopoczucie i wymarzoną wagę.

KLIKNIJ TUTAJ, aby dowiedzieć się jak przez internet, bez wychodzenia z domu możesz umówić się i odbyć taką konsultację. Wiem, że gdybym wcześniej miał taką pomoc, moja odchudzeniowa metamorfoza miałaby miejsce dużo wcześniej.

Trzymam kciuki za Twoją drogę do zdrowego odchudzania i zmiany stylu życia, dzięki której będziesz w stanie trwale utrzymać swoją wagę na wymarzonym przez Ciebie poziomie! 🙂

0 SKOMENTUJ

Wyślij swoją wiadomość

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Więcej Niż Zdrowe Odżywianie