Sprawdź konkurs!
/ Artykuł / Leukopenia, jak ją pokonałam w 9 dni

Leukopenia, jak ją pokonałam w 9 dni

Tatiana Jaworska on 19 stycznia 2017 - 06:00 in Artykuł, Zdrowe odżywianie, Dieta

Czym jest leukopenia? Leukopenia to stan hematologiczny objawiający się obniżeniem liczby leukocytów we krwi obwodowej (norma 4000-10000/mm³ krwi).


Może być spowodowana przez różne czynniki m.in. choroby nowotworowe krwi (np. białaczkę), czy też nieprawidłowy rozwój linii komórkowej w szpiku czerwonym. Wśród chorób potencjalnie mogących być przyczyną leukopenii należy wymienić: przewlekłe choroby krwi i szpiku kostnego (w tym białaczki), ostre i przewlekłe zatrucia substancjami organicznymi (np. rozpuszczalniki, farby olejne, benzen), choroby powodujące powiększenie śledziony (np. nadciśnienie wrotne, przewlekłe choroby wątroby), ciężkie przewlekłe niedożywienie lub ciężki przewlekły stres oraz wpływ przewlekle stosowanych leków.

Leukocyty, krwinki białe – (…) Ich zadaniem jest ochrona organizmu przed patogenami, takimi jak wirusy i bakterie.

Źródło: Wikipedia

Czym była leukopenia dla mnie i mojej córki i jak sobie z nią poradziłyśmy?

Według dwójki lekarzy, z którymi w marcu 2013 roku o tym rozmawiałam, to zupełny spadek odporności i że gdybym dalej zażywała ten lek, mogłoby dojść do uszkodzenia szpiku kostnego, a za tym białaczki.

Lekarz w szpitalu powiedział, że powrót do zdrowia może potrwać około 3 miesięcy. Lekarka zaś powiedziała, że powrót do normy po odstawieniu czynnika szkodzącego może potrwać co najmniej miesiąc.Ja wiem, że co lekarz to opinia, ale nie chciałabym się na nich skupiać.

Postanowiłam poszperać w internecie, jak się tego pozbyć. Wtedy, 6 lat temu niewiele informacji było w tym temacie, ponieważ nie jest on tak łatwy i oczywisty. Ale to, co z tego wysupłałam, to to że powrócić do zdrowia można poprzez jedzenie wszystkiego. Hm, wiem, że to trochę enigmatyczne, ale z taką wiedzą startowałam i co się wydarzyło, napiszę po kolei.

Leukopenia, jak ją pokonałam

Leukopenia, jak ją pokonałam

No ale od początku.

Dzień 1

Syn, ból głowy i temperatura.
Mąż ból głowy i mdłości.
Córka wymioty.

Ja w ciągu jednego dnia przeszłam od złego samopoczucia do zapalenia oskrzeli. Od lekarki chciałam dostać coś, co przez weekend mnie wyleczy i w poniedziałek pójdę do pracy. W konsekwencji braku pokory wobec choroby i konieczności wypoczynku nie było mnie tam trzy tygodnie

Co dalej?

Syn i córka poczuli się lepiej i poszli do szkoły. Mąż do pracy. Ja zostałam ze swoimi lekarstwami i wymiotowaniem w domu. Po dwóch dniach córce się na powrót pogorszyło, więc dostała to samo lekarstwo, co ja i zostałyśmy w domu razem.

Jednego dnia, czułam się tak źle, że leżąc na podłodze w łazience, zadzwoniłam do Michała. Nie miałam siły nic mówić, więc zapytał: przyjechać do Ciebie? Tak i zawieziesz mnie do szpitala.

Uważałam, że mój stan wynika z wymiotowania, że jestem odwodniona. A tak szczerze, to pierwszy raz w życiu myślałam, że umieram. Nigdy wcześniej i jak do tej pory, nigdy potem czegoś takiego nie czułam. A przecież ja mam małe dzieci. Piłam małymi łyczkami, a i tak wymiotowałam.

Zaczęły boleć mnie nerki. Trudno powiedzieć od czego, ale bałam się, żeby nie okazało się, że przestały mi pracować. Nie miałam w tym zakresie wiedzy, więc bałam się wszystkich objawów, tym bardziej, że kilka lat wcześniej miałam w nich kamienie. Obawiałam się też, że przy okazji może jakieś się właśnie wstawiły do przewody moczowego i go zablokowały.

Myślałam, że gdy dotrę do szpitala, zostanę podłączona pod kroplówkę, uzupełnią mi niedobory mikroelementów i wyjdę stamtąd jak nowo narodzona. Ale się zdziwiłam. Była zima, pojechałam w szlafroku i piżamie.

Podłączono mnie pod kroplówkę jedną, drugą, trzecią. Były w nich środki przeciwwymiotne, więc nie wymiotowałam, ale miałam olbrzymie zawroty głowy i mdłości. Ledwie sobie radziłam z chodzeniem. Z nerkami nie było problemu, ponieważ po kroplówkach zaczęłam odwiedzać toaletę..

Minęło kilka godzin, przyszedł lekarz…

Z moimi wynikami krwi i zapytał, czy zawsze miałam tak niskie białe krwinki. Powiedziałam, że pierwsze słyszę. Szczęśliwie trzy tygodnie wcześniej robiłam ogólne badania kontrolne. Zadzwoniliśmy do Michała, z lekarzem potwierdził, że wówczas leukocytów miałam prawie dwa razy więcej, czyli w normie:

DataMoje wynikiNorma [mm³ krwi]
27.02.201343004000-10 000
11.03.201323004000-10 000

Pozostałe parametry wtedy również były w jak najlepszej normie.

Zapytał, jakie lekarstwo dostałam w związku z chorobą. Powiedziałam, że baktrim. On odparł, że wszystko jasne, bo to właśnie ten chemioterapeutyk mógł spowodować zdziesiątkowanie moich ciał odpornościowych. No tak, na ulotce rzeczywiście napisano, że u 1 osoby na 10 000 może pojawić się taki właśnie problem.

Wymioty zaś nie były spowodowane grypą, a lekarstwem.

Czy mam zostać dziś w szpitalu?

Zapytałam. Jak pani chce, ale nie bardzo wiem, jak mógłbym pani pomóc. No można podać steryd.

Więc tak sobie siedziałam na łóżku i próbowałam poczuć brak zawrotów głowy. Niestety, nadal były, ale po godzinie 21 poczułam głód, co mnie ucieszyło. Michał przywiózł mi jedzenie, ale niestety nie mogłam jeść – mdliło mnie.

Postanowiłam wrócić do domu. Jechaliśmy 15 km bardzo ciężkiej dla mnie drogi. Michał jechał bardzo ostrożnie, ale było mi bardzo, bardzo źle. Poprosiłam aby przyspieszył żeby jak najszybciej tę drogę zakończyć.

Lekarz wypisał mi receptę na leki przeciwwymiotne. Nie pamiętam nawet ile ich potrzebowałam, w każdym razie mało, może dwie sztuki. Położyliśmy się spać.

A co z córką? Ona też zażywała ten lek…

Rano Michał pojechał do naszej lekarki po zwolnienie lekarskie dla siebie aby się nami zająć i z córką, aby jej na moją prośbę zbadano krew. Kolejnego dnia Michał wrócił do domu z wynikiem badania i skierowaniem do szpitala – miała połowę normy białych krwinek.

Zadzwoniłam do lekarki i powiedziałam, że skoro wiemy jaki jest tego powód i że tak naprawdę nie ma sensownego leczenia, wysłanie jej do szpitala zagroziłoby jej zdrowiu. Szpital był przecież przepełniony dziećmi chorymi na grypę, a córka zupełnie straciła odporność. Lekarka znała mnie od lat i miała do mnie zaufanie. Ale powiedziała, że jeżeli w ciągu 10 dni sytuacja się nie poprawi, mała idzie do szpitala.

I zaczęło się nasze leczenie…

Michał był z nami w domu, ponieważ my nie byłyśmy w stanie funkcjonować. Spałyśmy, piłyśmy i spałyśmy. Michał karmił nas wg naszych własnych pomysłów:

  • zaczął od kleik z ryżu
  • robił nam duże ilości soków warzywno-owocowych z buraków, marchwi i jabłek

Później włączał po kolei nasze ulubione potrawy, którymi były między innymi:

  • krupnik
  • zupa ogórkowa
  • pomidorowa
  • rosół
  • pierś kurczaka ze szpinakiem i makaronem
  • ryż z warzywami na sposób chiński
  • pierś indyka z brokułami i makaronem
  • kalafiory, brokuły i mnóstwo innych warzyw
  • dorsz z warzywami
  • pieczony kurczak

Nie oceniaj tego pod kątem sztuki łączenia pokarmów, czy tego ile było tam mięsa. Jadłyśmy to, co organizmy nam podpowiadały i czułyśmy, że nam pomoże – jadłyśmy po prostu wszystko, oczywiście tylko przyrządzone w domu.

Po trzech dniach Michał mógł wrócić do pracy, ponieważ my byłyśmy już w stanie chodzić. Z zawrotami głowy i zadyszką, ale dawałyśmy radę.

Pichciłyśmy sobie nasze ulubione poprawy i cieszyłyśmy swoim towarzystwem. Obejrzałyśmy całą serię Wakacje z duchami i inne wspaniałe ekranizacje książek Zbigniewa Nienackiego. Po kilku dniach mogłyśmy nawet zacząć czytać książki.

Jaki był finał tej przygody?

Po 9 dniach od mojego poprzedniego badania pojechałyśmy na badania, a następnego dnia dostałam SMS’em gratulacje od lekarki. Ona pierwsza sprawdziła nasze wyniki.

DataMoje wynikiNorma [mm³ krwi]
27.02.201343004000-10 000
11.03.2013 23004000-10 000
20.03.2013 52904000-10 000

Jedzenie…

Tylko tyle? Aż tyle!

To było dokładnie 4 lata temu. Od tego czasu jeszcze więcej nauczyliśmy się na temat odżywiania. Jedzenie to nie tylko dostarczanie kalorii, które jak paliwo napędzają nasz organizm. Same kalorie to zdecydowanie za mało. Swoją drogą w obecnych czasach, gdy żywność jest na wyciągnięcie ręki, gdy najeść się do syta można za przysłowiowe 10 zł, to nie one są problemem.

Wyzwaniem dla nas wszystkich obecnie są mikroelementy: witaminy, enzymy, minerały i fitoskładniki. To dzięki nim nasz organizm buduje swoją odporność, chroni i odbudowuje swoje zdrowie.

Niestety przemysłowo przetwarzana żywność kładzie nacisk przede wszystkim na kalorie… często puste, czyli pozbawione mikroelementów. Najadamy się nimi, mamy pełne brzuchy, ale nasze organizmy są głodne, desperacko domagając się uzupełnienia witamin, minerałów i innych mikroelementów.

Teraz tworzymy wraz z Michałem kursy pomagające innym wdrożyć zdrowe odżywianie, bo wiemy jak jedzenie wpływa na organizm.

Ps.: Możesz obejrzeć serię krótkich filmów Jaglany detoks w 3-ech krokach.

Źródła informacji

Możesz być na bieżąco z tym, co się dzieje na blogu – zapisz się na newsletter – okienko poniżej. Raz w tygodniu otrzymasz maila z linkami do nowych artykułów bezpośrednio na Twoją skrzynkę pocztową 🙂

6 SKOMENTUJ

Wyślij swoją wiadomość

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

6 Komentarze
  • 27 stycznia 2017

    Cześć,

    dziękuję za podzielenie się doświadczeniem i gratuluję wyzdrowienia!

    Regularnie oddaję krew, dlatego też w miarę regularnie (co 1-2 miesiące) ma wyniki poziomu leukocytów. W ciągu zeszłego roku ich wartość wynosiła u mnie średnio w okolicy 4200, jednak kilka razy zdarzył się odczyt poniżej normy (3700-3900). Najniższa wartość była w październiku – odczyt 3300. Później było znowu ok (4200), ale kilka tygodniu temu znowu poniżej normy – 3900.

    Sądzę, że odżywiam się zdrowo, w dużej mierze dzięki Wam i mojej ukochanej Żonie:). Nie spożywam żywności przetworzonej, tylko potrawy przygotowane własnoręcznie, głównie z warzyw. Bardzo mało mięsa i cukrów. Nie zażywam leków (w ciągu całego roku wziąłem chyba ze 2 tabletki na ból głowy). Ostatnio zacząłem praktykować głodówki 36 godzinne raz w tygodniu.

    Pytanie – co Twoim zdaniem może mieć wpływ wahania poziomu leukocytów u mnie? Co i jak jeść by utrzymać poziom leukocytów w normie?

    Jan
    Odpowiedz
    • 29 stycznia 2017

      Zobacz Jan, podczas rozpoczynającej się infekcji leukocyty z krwiobiegu przemieszczają się do miejsca zakażenia. Jeśli w tym czasie masz pobraną krew, to wynik będzie poniżej normy mimo, że w organizmie one są, ale tam, gdzie są właśnie potrzebne. Po jakimś czasie organizm uwalnia zapasy obecne w szpiku i przesuwa je do krwi. Dlatego niedługo po tym wynik jest prawidłowy. Mało osób ma tak często badaną krew i nawet nie wie, że takie procesy zachodzą, a tymczasem wszystko jest w porządku. Jak napisałeś zdrowo się odżywiasz i dlatego takie „kłopoty” przechodzą u Ciebie bezobjawowo – nawet nie zauważasz, że z czymś walczysz. Najważniejsze, że wracają do normy. No i jeszcze zapewne zależy jak często Ci te krwinki spadają poniżej normy i o ile. Wydaje mi się, że jeśli spadną do 3900, to jeszcze nie jest jakiś konkretny spadek i chyba nawet pomijalny. Natomiast 3300 to już dużo, ale jeśli trafiło Ci się to 1 raz w roku, to znów raczej nie powinno martwić, ponieważ wracają do normy.
      Białko rozumiem, że również dostarczasz? A kiszonki?
      Robisz głodówki. A czy robiłeś jakieś inne formy oczyszczania? Może spróbowałbyś z dietą warzywno-owocową, aby oczyścić jelita. Dzięki temu jeszcze lepiej wchłaniałbyś składniki odżywcze z pożywienia i ciekawe, jak wówczas wyglądałyby leukocyty.

      Tatiana Jaworska
      Odpowiedz
      • 29 stycznia 2017

        Cześć!

        Dziękuję bardzo za odpowiedź! Pewnie jest tak jak piszesz. Biało (głównie roślinne) oraz kiszonki dostarczam, natomiast innego oczyszczania jeszcze nie próbowałem. Pomyślę.
        Gdzieś słyszałem taki argument, że normy poziomu leukocytów są tworzone dla całej populacji, a więc odżywiającej się wiadomo jak i mającej średniej jakości system odpornościowy. Stąd też, podobno, w zdrowym organizmie tych leukocytów może być mniej, gdyż po prostu nie są one tak mu potrzebne, jak dla często zapadającego na infekcje średniostatystycznego Kowalskiego.
        Jutro będę miał kolejne badanie krwi. Zobaczymy:)

        Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam!

        Jan
        Odpowiedz
  • 14 marca 2017

    Dziękuję za artykuł.

    Otrzymałam badania, poziom białych krwinek to 2,9, prawdopodobnie jest to spowodowane wysokim niedoborem witaminy B12, którą o dziwo regularnie suplementuję (z produktów odzwierzęcych jem tylko jajka)! Nie jestem „świeżakiem” jeśli chodzi o zdrowe odżywianie, uważnie sporządzam posiłki, a pomimo tego poziom witamin w organizmie oraz białych i czerwonych krwinek jest zatrważająco niski. Chcę przez to powiedzieć, że konieczne jest robienie badań, a nie ślepe ufanie temu co się czyta w mądrych książkach. To prawda, że to co działa na innych, niekoniecznie działa na nas. Wiedziałam to, a teraz już doświadczyłam. Może napisalibyście artykuł namawiający ludzi do ogólnego badania krwi po zmianie diety? Ludzie często ślepo wierzą w to co napiszą ich autorytety, którymi na pewno dla niektórych jesteście. Nie zauważają przez to niektórych symptomów, zwalają je na np zespół odstawienny…
    Byłam pewna, że racjonalnie się odżywiam, słabnięcia zwalałam na coś innego, bo przecież ja jem zdrowo, a tu taka niespodzianka.
    Pozdrawiam, fanka bloga,
    Ewa

    Odpowiedz
    • 16 marca 2017

      Ewa, dziękuję za komentarz. Mam nadzieję, że szybko uzupełnisz ew. niedobory i odzyskasz pełnię sił 🙂

      Masz rację, regularne wykonywanie badań, w szczególności po zmianie diety jest bardzo ważne. Ja takie badania robię, robi to też moja rodzina. Napiszę jednak, że mam mieszane uczucia odnośnie takich badań, w szczególności interpretacji wyników. Nie podoba mi się „szablonowe” traktowanie ludzi i ich wyników przez medycynę akademicką. Przykład Tatiany i leukopenia – zaproponowali sterydy i pójcie do szpitala, zamiast gruntowną zmianę diety… Idąc dalej, zmniejszające się normy na „właściwy” poziom cholesterolu „gwarantujące” sprzedaż statyn na odpowiednim poziomie… Nie twierdzę, że tak jest zawsze, ale takie przypadki powodują, że staję się podejrzliwy.
      Oczywiście to jest indywidualna decyzja każdego człowieka, wg mnie badania trzeba robić regularnie. Jednak daleki jestem od ślepego w nie zapatrzenia i bezkrytycznego (nie twierdzę, że Ty tak robisz) przyjmowania diagnozy od osoby, która była szkolona głównie po to, aby poprzez środki farmakologiczne łagodzić objawy chorób… Oczywiście ideałem byłoby trafienie na lekarza, który potraktuje Cię indywidualnie, nie przez pryzmat „zalecanych” norm i np. poprzez holistyczne podejście zaleci usunięci przyczyny problemu a nie tylko złagodzi jego skutki. Oby takich osób, było jak najwięcej!
      A czy kiedykolwiek robiłaś oczyszczanie organizmu? Dlaczego pytam? Ponieważ mając zanieczyszczone jelita, wchłanianie składników z pożywienia może być pogorszone, a w przypadku suplementów tym bardziej. Może tu leży przyczyna?

      Michał Jaworski
      Odpowiedz
      • 16 marca 2017

        Dziękuję za odpowiedź oraz za miłe słowa, jesteście super!
        Zgadzam się z Tobą, nie należy ślepo wierzyć w to co się przeczyta w mądrych książkach ani w opinie lekarzy. Nie ufam im, ale wynikom badań już tak. Przykro mi, że taka sytuacja wam się przytrafiła, dobrze, że Tatiana posłuchała swojej intuicji i wyleczyła się wraz z córka domowymi sposobami. Gratuluję! A co do lekarza? Po prostu brak słów…
        Ideałem byłoby odnalezienie złotego środka. Studiuję dietetykę, ale interesuję się ajurwedą i powiedzmy alternatywnym sposobem odżywiania. Szukam swojej idealnej diety, to nie proste jak pewne wiesz, ale niesamowicie interesujące 🙂 Staram się wszystkie dolegliwości łagodzić dietą i ziołami, ale w celach diagnozy korzystam z możliwości współczesnej technologii co zalecam również innym. Wiesz, poziom witamin i krwinek jest faktem, który do mnie przemawia. Nie domyśliłabym się, że mam takie deficyty. Gdyby nie badania dalej bym słabła i rujnowałabym swój organizm. Dlatego warto o tym mówić. Eksperymentujmy na sobie, jasne, próbujmy wielu rzeczy, ale badajmy się! Szczerze mówiąc ja tak daleko zabrnęłam w to testowanie, że gdyby nie reakcja najbliższych, to nic bym nie zmieniła. Czasem ciężko jest słuchać intuicji gdy wierzymy w coś mocno.
        Detoksy przeprowadziłam, kilka nawet, od miesięcy nie miałam przetworzonego produktu w ustach (mam na myśli gotowe dania, batoniki, wszelkiego rodzaju napoje, czekolady itp…). Wszystko robię od podstaw. Cukru nie spożywam w ogóle, poza postacią naturalną oczywiście, tą znajdującą się na przykład w owocach, które nota bene spożywam w znacznie mniejszej ilości niż warzywa. Na chwilę obecną suplementuję B12 (mocną dawkę przepisaną przez lekarza) oraz zaczęłam jeść ryby, do momentu aż nie poczuję się silniejsza.

        Odpowiedz

Darmowy Bonus!

Zapisz się na News Letter i odbierz DARMOWEGO eBooka z najpopularniejszymi wpisami z bloga!

Nikomu nie będziemy udostępniać Twojego adresu email.