Sprawdź konkurs!
/ Artykuł / 10-dniowa głodówka na wodzie – przygotowanie, przebieg i wnioski

10-dniowa głodówka na wodzie – przygotowanie, przebieg i wnioski

Michał Jaworski on 4 lutego 2019 - 06:00 in Artykuł, Zdrowe odżywianie, Dieta

Głodówka na wodzie jest jedną z najbardziej ekstremalnych terapii oczyszczania organizmu. Na czym polega, jak się do niej przygotować, przejść i poprawnie zakończyć? A przede wszystkim po co w ogóle ją przeprowadzać?

Pamiętam jak dzisiaj, gdy około 2 lat temu pierwszy raz natrafiłem na informacje o głodówce wodnej, byłem zszokowany. Jak można sobie coś takiego robić? Jak osoba o zdrowych zmysłach dobrowolnie powstrzymuje się od jedzenia przez kilka, kilkanaście, a w ekstremalnych przypadkach nawet kilkadziesiąt dni? Przez długi czas wydawało mi się to niedorzeczne, wręcz szkodliwe. Jednak, jak w większości przypadków, takie reakcje wyparcia, buntu i krytyki biorą się, przede wszystkim, z braku wystarczających i wiarygodnych informacji pokazujących całą sytuację w szerszym kontekście.

Faktycznie, nikt o zdrowych zmysłach z diety typu “wszystkiego po trochu jeszcze nikomu nie zaszkodziło” nie porywa się na głodówkę, bo nie ma takiej potrzeby, nie rozumie mechanizmów jej działania ani nie jest przygotowany na jej przejście. Jednak w miarę zagłębiania się w wiedzę o długofalowym wpływie odżywiania na zdrowie organizmu, na horyzoncie pojawiają się coraz ciekawsze, często kontrowersyjne, informacje.

Na czym polega detoks organizmu?

Z roku na rok coraz częściej i odważniej mówi się o okresowych terapiach oczyszczających tzw. detoksach organizmu. Przeprowadza się je w celu pozbycia się z organizmu złogów gromadzących się w jego komórkach. Powstają one z produktów końcowych przemiany materii, substancji obcogatunkowych (sztuczne konserwanty, polepszacze, aromaty, itd.), jak również starych, zdegenerowanych i obumarłych komórek.

Oczywiście nasz organizm posiada naturalne filtry (wątroba, nerki, skóra i płuca), dzięki którym toksyny i złogi są z niego regularne wydalane. Jednak biorąc pod uwagę obecną jakość żywności, stopień zanieczyszczenia środowiska i tempo naszego życia, a w tym stres, z czasem potrzebują pomocy, aby robić to efektywnie.

Najprostszą i najłagodniejszą formą oczyszczania jest detoks warzywno-kaszowy, który tak naprawdę jest bardzo urozmaiconym wegańskim jadłospisem z okresowym wykluczeniem białka, dzięki czemu odciążony układ pokarmowy ma szansę się zregenerować. Naszym czytelnikom swoją przygodę z detoksami polecamy zacząć właśnie od tego najprostszego, bardzo łagodnego, a jednocześnie dającego znakomite efekty programu. Szczególnie dobrze sprawdza się on w okresach jesienno-zimowych, ponieważ dzięki zawartości zdrowych tłuszczów zazwyczaj działa rozgrzewająco.

Kolejnym etapem wtajemniczenia do oczyszczania organizmu jest dieta warzywno-owocowa spopularyzowana w Polsce przez dr Ewę Dąbrowską. Na początek naszym czytelnikom polecamy 2 tygodniową terapię warzywno-owocową. Taka 2-tygodniowa dieta działa profilaktycznie na większość chorób dieto-zależnych. Osoby o większych potrzebach mogą ją przedłużyć do 6 tygodni przechodząc wtedy pełny Post Daniela.

Natomiast osoby zabiegane, chcące w krótkim czasie i z małym nakładem pracy doświadczyć detoksu mogą zacząć od kilkudniowych terapii np. 3 dni na sokach, 3 dni na koktajlach lub 3 dniowy detoks cukrowy.

Moja droga do głodówki na wodzie.

Po co w artykule o głodówce na wodzie opisuję inne, łagodniejsze terapie oczyszczające? Dlatego, aby pokazać Ci i uzmysłowić, że dojście do momentu, w którym zdecydowałem się na 10-dniową głodówkę wodną, w moim przypadku było długotrwałym procesem. Mój szok sprzed 2 lat, spowodowany informacjami o głodówkach na wodzie szybko minął, gdy uświadomiłem sobie, że jeszcze 4 lata temu tak samo reagowałem na myśl o diecie warzywno – owocowej. Jako ludzie instynktownie obawiamy się i unikamy rzeczy, których nie rozumiemy. To naturalne, tak natura broni nas przed pakowaniem się w niebezpieczne, niezrozumiałe dla nas sytuacje.

Jednak w miarę zdobywania wiedzy na temat mechanizmów działania postów i głodówek, rozmów z osobami, które je przechodziły, doświadczania na sobie pierwszych krótkotrwałych terapii, znikał strach i pojawiało się zaciekawienie. Skoro 3 dni na warzywach pozwoliły mi się pozbyć nałogu picia kawy, to co zyskam będąc na diecie warzywno-owocowej przez 2 tygodnie? Skoro jedząc przez 2 tygodnie tylko warzywa i kwaśne owoce czułem się świetnie, to co będzie, jeżeli przez 3 dni będą pił tylko soki, albo zafunduję sobie 3 dniowe oczyszczanie na koktajlach?

Jak już wielokrotnie z Tatianą mówiliśmy – dobre samopoczucie uzależnia. Uczucie lekkości w brzuchu, moc energii i zapału do działania, jasność umysłu jakie pojawiają się podczas oczyszczania i utrzymują przez długi czas po, są po prostu bezcenne.

Możesz się zastanawiać, czy takie terapie są bezpieczne? Czy głodówki lecznicze nie wyniszczają organizmu? Okazuje się, że przeprowadzane dobrowolnie i świadomie mają dobroczynny wpływ na organizm. Kluczowe jest to określenie “dobrowolne i świadome”.

Przeciwieństwem głodówki leczniczej jest długotrwały, przymusowy deficyt energetyczny (np. więźniowie w obozach), w którym w warunkach ogromnego stresu (zagrożenie życia) organizm zostaje wyniszczony i zatruty uwalnianymi toksynami (intoksykacja). Właściwie przeprowadzona głodówka zdrowotna jest poprzedzona procesem przygotowania i wymaga całkowitego powstrzymania się o jedzenia. Dzięki temu organizm już po kilku dniach przechodzi na pełnowartościowe odżywianie wewnętrzne (endogenne), które zapewnia wszystkie wymagane do życia i regeneracji składniki odżywcze.

Podczas odżywiania wewnętrznego w komórkach organizmu zachodzi zjawisko autofagii. Polega ono na tym, że zdegenerowane komórki są rozkładane, a z pozyskanego z nich materiału organizm buduje nowe, zdrowe komórki. Za odkrycie zjawiska autofagii profesor japoński profesor Yoshinori Ohsumi otrzymał w roku 2016 nagrodę Nobla.

Jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej o głodówkach leczniczych, to zapraszam do wysłuchania podcastu: WNZO 066: Głodówki lecznicze – wybawienie czy szaleństwo?

W moim przypadku decyzja o przeprowadzeniu głodówki na wodzie dojrzewała kilka lat. Zaczynałem od 3 dniowych detoksów, na warzywach i sokach. Potem przyszła pora na 2 tygodniowe diety warzywno-kaszowe i warzywno-owocowe. Detoksy te stosowałem naprzemiennie, zbierając doświadczenie, obserwując reakcję organizmu i ciesząc się fantastycznym samopoczuciem, które im towarzyszyło.

Pół roku przed odbyciem głodówki na wodzie przeszedłem cykl oczyszczań wątroby i pęcherzyka żółciowego, aby przywrócić sprawność wątroby do 100% i przygotować organizm do głodówki. Wątroba jest kluczowym narządem naszego organizmu, to istne laboratorium chemiczne i jednocześnie magazyn. Podczas głodówki wodnej, gdy wszystko, poprzez odżywianie endogenne, jest pozyskiwane z zapasów organizmu (głównie tłuszczu), to właśnie wątroba wytwarza ciała ketonowe, które są paliwem dla mózgu i całego organizmu.

Na 3 miesiące przed rozpoczęciem 10-dniowej głodówki wodnej wprowadziłem jednodniowe głodówki wodne przeprowadzane raz w tygodniu. Wybrałem jeden dzień w tygodniu, w którym przez cały dzień nie jadłem nic, tylko piłem wodę z cytryną i oczyszczające herbatki ziołowe.

Po co o tym wszystkim piszę? Bo chcę, abyś wiedział, że to była przemyślana, długo zaplanowana i dobrze przygotowana droga, która doprowadziła mnie do miejsca, w którym bezpiecznie mogłem przeprowadzić 10-dniową głodówkę na wodzie. Zdecydowanie odradzam przeprowadzanie takiej głodówki “z biegu”, bez wcześniejszego przygotowania.

Nie twierdzę, że każdy musi przejść dokładanie taką samą drogą jak ja, jednak zdecydowanie twierdzę, że do takiej decyzji trzeba się przygotować zarówno fizycznie (wcześniejsze łagodniejsze detoksy) jak i psychicznie (gotowość zmierzenia się ze swoimi słabościami).

Głodówka na wodzie – skąd czerpać wiedzę?

Oczywiście zanim zaplanowałem swoją głodówkę na wodzie, oprócz wcześniej opisanych przygotowań, przeczesywałem internet w poszukiwaniu informacji i relacji z przeprowadzanych głodówek. Jednak ostatecznie moim podstawowym źródłem informacji była książka: Lecznicza głodówka autorstwa Giennadija Małachowa.

Małachow opisuje w niej rodzaje, historię stosowania i procesy jakie zachodzą w organizmie na różnych etapach głodówki. Podpiera się tam wynikami osiąganymi przez innych praktyków głodówek leczniczych ale przede wszystkim skupia się na swoich wieloletnich doświadczeniach w stosowania różnych rodzajów głodówek.

Na bazie tej książki stworzyłem plan przygotowania się do 10-dniowej głodówki na wodzie, przeprowadzenia jej i bezpiecznego z niej wyjścia. Plan ten okazał się nieoceniony na etapie wychodzenia z głodówki, kiedy to jest najwięcej pokus, bo wszystko tak wybornie smakuje, i na którym to etapie ludzie najczęściej popełniają błędy, niwecząc efekty postu lub wręcz robiąc sobie krzywdę przejadaniem się.

Moja głodówka na wodzie – założenia.

Moim podstawowym celem przeprowadzenia głodówki na wodzie było przejście i doświadczenie pierwszego przełomu kwasiczego. Podczas głodówki na wodzie organizm wszystkie potrzebne do życia składniki pozyskuje z wewnątrz poprzez odżywianie endogenne. Rozkład substancji odżywczych i mniej ważnych  tkanek (np. tłuszcz) prowadzi do nagromadzenia się produktów ich rozkładu wewnątrz organizmu, co powoduje przesunięcie wskaźnika pH w kierunku kwaśnym wykraczającym poza normy fizjologiczne.

W kwaśnym środowisku uaktywniają się fagocyty  i enzymy, które niszczą osłabione i zdegenerowane tkanki oraz osłonki ukrytych i uśpionych patogenów, np. wirusów, powodując ich uwolnienie (kryzysy ozdrowieńcze) i neutralizację. Pierwszy przełom kwasiczy następuje w okolicy 5-7 dnia głodówki na wodzie i jest punktem wyjścia do uruchomienia uśpionych, naturalnych mechanizmów regeneracji organizmu na poziomie komórkowym.

Przez cały okres głodówki i wychodzenia planowałem co rano mierzyć i zapisywać wagę, obwód w pasie oraz poziom ciał ketonowych. Do pomiaru tych ostatnich używałem prostego testu paskowego, który w ciągu 15 sekund ustalał poziom ciał ketonowych w moczu.

A co z aktywnością fizyczną? Czy podczas głodówki na wodzie można uprawiać sport? Jak najbardziej można, a nawet trzeba – ważne, aby był umiarkowany i dostosowany do aktualnej wydolności organizmu. Dlaczego trzeba? Bo aktywność fizyczna przyspiesza metabolizm intensyfikując wydalanie toksyn oraz wskazuje organizmowi, że tkanka mięśniowa jest mu potrzebna, więc ma zająć się spalaniem czegoś innego, np. tłuszczu.

Oczywiście nawet bez ćwiczeń fizycznych organizm zużywa wewnętrzne zasoby według hierarchii ważności (tłuszcz na początku, tkanka nerwowa na końcu albo wcale) jednak uprawianie umiarkowanej aktywności fizycznej podczas oczyszczania ułatwia utrzymanie masy mięśniowej.

W okresie poprzedzającym głodówkę chodziłem 2 razy w tygodniu na fitness, do tego każdego dnia robiłem po 50 pompek (30 rano i 20 wieczorem) oraz oraz w drodze do pracy wchodziłem na 12 piętro po schodach. Podczas głodówki planowałem utrzymać te aktywności i obserwować reakcję organizmu.

Startujemy…

Dzień 0 – przygotowanie do głodówki

Waga 77 kg, obwód pasa 95 cm, ciała ketonowe: 0 mmol/L.

Większość źródeł (w tym Małachow) zaleca, aby kilka dni przed głodówką stosować lekką wegańską dietę, która odciąża układ pokarmowy i łagodnie wprowadza organizm w oczyszczanie.

Dzień przed rozpoczęciem głodówki zjadłem lekkie śniadanie składające się z kaszy jaglanej, rozgniecionego banana, mleka roślinnego i wiórków kokosowych.  Wczesny obiad był moim ostatnim posiłkiem przed rozpoczęciem głodówki. Zjadłem  zupę ogórkową ugotowaną na wywarze z wiejskiej kury, ale mięsa nie zjadłem.

Rozpoczęcie głodówki należało poprzedzić oczyszczeniem jelita grubego, aby zalegające w nim toksyny nie były ponownie wchłaniane do układu krwionośnego (intoksykacja), co jest najczęstszą przyczyną złego samopoczucia w pierwszych dniach głodówki.

Ja zdecydowałem się na wykorzystanie w tym celu soli gorzkiej Epsom, którą już kilkakrotnie stosowałem podczas procesu oczyszczania wątroby i pęcherzyka żółciowego. Cztery łyżki soli Epsom rozpuszcza się w 700 ml filtrowanej wody – powstają z tego 4 porcje po 175 ml, które w 2 godzinnych odstępach wypija się wieczorem i rano dnia następnego. Jest to dokładnie rozpisane w tym artykule.

Z uwagi na konieczność oczyszczenia jelita i częste wizyty w toalecie pierwszy dzień głodówki zaplanowałem na sobotę.

 

Dzień 1 – głodówka

Waga 76,5 kg, obwód pasa 95 cm, ciała ketonowe: 0 mmol/L.

Jako, że miałem już za sobą wiele jednodniowych głodówek, niczego szczególnego tego dnia się nie spodziewałem. Rano wypiłem 2 ostatnie porcje wody z solą Epsom. Samopoczucie przez cały dzień miałem dobre z minimalnym uczuciem lekkiego bólu głowy. Co ciekawe, tego dnia więcej niż zazwyczaj chciało mi się pić. Czułem to jakby “na języku”, który był ciągle suchy.

 

Dzień 2 – głodówka

Waga 75 kg, obwód pasa 92 cm, ciała ketonowe: 0 mmol/L.

W nocy jak zazwyczaj spałem dość dobrze. Jednak gdy wstałem w ciągu kilku pierwszych minut pojawiło się uczucie dużego osłabienia. Kręciło mi się w głowie, mdliło i cały oblałem się zimnym potem. Aby to przetrwać usiadłem w chłodnym pomieszczeniu i przeczekałem głęboko oddychając. Trwało to około 5 minut, po czym samopoczucie wróciło do normy. Dalsza część dnia przebiegła bez niespodzianek, odczuwałem jedynie lekki ból głowy.

 

Dzień 3 – głodówka

Waga 74,5 kg, obwód pasa 89 cm, ciała ketonowe: 2 mmol/L.

W nocy obudziłem się tylko raz, choć zazwyczaj każdej nocy budzę się na chwilkę co najmniej dwa razy. Obawiałem się porannego wstawania, czy nie pojawi się uczucie osłabienia, tak jak dnia poprzedniego. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca, wstałem bez żadnego bólu i zawrotów głowy. Czułem, że energia mnie rozpiera, bez problemu zrobiłem standardową serię porannych ćwiczeń (rozciąganie i pompki).

 

Dzień 4 – głodówka

Waga 72,4 kg, obwód pasa 89 cm, ciała ketonowe: 4 mmol/L.

Ponownie bardzo dobry sen i świetne samopoczucie od samego rana, żadnych zawrotów głowy. Zaobserwowałem, że na głodówce wodnej, chociaż piję tyle samo wody co zazwyczaj, to rzadziej chodzę do toalety. Zazwyczaj już do godz. 10:00 mam za sobą wypite około 1 litra wody i potem do końca dnia kolejne 1,5 litra. Podczas głodówki pomimo picia takich samych ilości wody zdecydowanie częściej odczuwałem pragnienie.

Tego dnia jak zwykle wybrałem się na trening fitness, na którym miałem trochę mniej energii niż zazwyczaj. Pierwsze pół godziny treningu nadążałem za tempem grupy i dość intensywnie się przy tym spociłem. Jednak od drugiej połowy treningu ćwiczyłem już tylko na 70% i tylko dzięki temu dotrwałem do końca ćwiczeń.

Nie odczuwałem przy tym żadnych zawrotów głowy, po prostu byłem bardziej zmęczony niż zazwyczaj. Sam trening zwykle zaczyna się od rozgrzewki połączonej z rozciąganiem w dalszej części zamieniając się na ćwiczenia siłowe z wykorzystaniem masy własnego ciała.

Po treningu w formie nagrody zafundowałem sobie suchą saunę, jednak wyszedłem z niej po 6 minutach. Zauważyłem, że prawie wcale się nie pocę, co powodowało nieprzyjemne pieczenie skóry szczególnie ramion i przedramion. Wieczorem tego dnia i następnego dnia czułem większe niż zazwyczaj bóle mięśni, najbardziej bolały mnie uda.

W nocy miałem mało przyjemny sen. Śniło mi się, że jadłem chleb pita i w tym śnie wiedziałem, że jestem na głodówce i że nie powinienem tego robić. Więc właśnie w tym śnie wmawiałem sobie, że to musi być sen i na pewno się z tego obudzę, co też w końcu się stało 🙂

 

Dzień 5 – głodówka

Waga 71 kg, obwód pasa 89 cm, ciała ketonowe: 8 mmol/L.

Dzisiaj środa, kolejny dzień w pracy. Zauważyłem, że głodówkę bardzo dobrze spędza się w pracy, szczególnie, gdy się jest bardzo zajętym. Nie ma wtedy czasu na myślenie o jedzeniu i nie ma wokoło jedzenia.

Dużo trudniej jest mi w domu, gdzie co chwila ktoś coś je. Co ciekawe przeszkadza mi nawet odgłos chrupania sałaty. Coraz częściej pojawiają się u mnie myśli o jedzeniu. Łapię się na tym, że częściej zatrzymuję wzrok na reklamach lub witrynach z jedzeniem. Ciągle bolą mnie mięśnie po wtorkowym treningu, dzisiaj pojawił się też ból bicepsów.

 

Dzień 6 – głodówka

Waga 70,4 kg, obwód pasa 87 cm, ciała ketonowe: 16 mmol/L.

Od samego rana mam wyraźnie mniej energii. Trudniej było mi zrobić poranne ćwiczenia i bardziej się zmęczyłem wchodząc rano po schodach do pracy (XII p).
Dodatkowo jest mi bardziej zimno (najbardziej od początku głodówki), w pracy siedzę w kurtce. Cały czas mnie mdli, zauważyłem, że po wypiciu wody (piję małymi łykami) mam malutką ochotę zwymiotować. Czyżby to był pierwszy przełom kwasiczy?

 

Dzień 7 – głodówka

Waga 69,9 kg, obwód pasa 87 cm, ciała ketonowe: 16 mmol/L.

Dzisiaj wczesna pobudka (4:30) bo całą rodziną jedziemy na nagranie reklamy probiotyków. Nie odczuwam mdłości i energii jest więcej niż dnia poprzedniego, ale do stanu normalnego (robienie 30 porannych pompek bez większego zmęczenia) jeszcze trochę brakuje. Nadal bardzo chce mi się pić i co chwila zasycha mi w ustach.

W połowie dnia zacząłem odczuwać tępy pól w lewej części pleców około 15 cm nad pasem – prawdopodobnie to nerka. Ból ustąpił, gdy się położyłem na drzemkę po powrocie z nagrania.

 

Dzień 8 – głodówka

Waga 69,4 kg, obwód pasa 87 cm, ciała ketonowe: 16 mmol/L.

Nocą niezbyt dobrze spałem, często się budziłem – być może dlatego, że poprzedniego dnia po powrocie z nagrania uciąłem sobie zbyt długą drzemkę. Samopoczucie od rana miałem bardzo dobre, poranne pompki zrobiłem bez problemu, chociaż siły ciągle mniej niż normalnie. Nie mogę pić tyle wody co do tej pory, gdy od razu wypiję cały kubek to odczuwam mdłości. Picie łykami ich nie powoduje, więc cały czas chodzę z kubkiem wody i co kilka minut biorę mały łyczek.

Ból w lewym tylnym boku nieco osłabł, objawia się jedynie gdy dłużej przebywam w pozycji pionowej. Być może jest on spowodowany wędrowaniem nerki na skutek spalenia okalającego ją tłuszczu.

Ogólnie czuję się lepiej niż podczas dwóch ostatnich dni, nie mam bólu głowy i mdłości. Czuję się bardzo lekko i mam bardzo jasny umysł – łatwiej jest mi utrzymać skupienie.

 

Dzień 9 – głodówka

Waga 69,1 kg, obwód pasa 86 cm, ciała ketonowe: 16 mmol/L.

Dzisiaj nic nowego, energii nie za wiele, czułem zmęczenie przy porannych pompkach. Jednak samopoczucie bardzo dobre, choć ciągle dużo mi się chce pić. Pojawił się też  lekki, ale ciągły ból w okolicy prawej nerki.

 

Dzień 10 – przygotowania do wychodzenia z głodówki

Waga 68,6 kg, obwód pasa 86 cm, ciała ketonowe: 16 mmol/L.

Samopoczucie bardzo dobre. Dzisiaj o 18:00 rozpocząłem przygotowania do wychodzenia z głodówki. Na początek przeżułem i wyplułem kawałek skórki chleba natartego rozmiażdżonym czosnkiem. Zabieg ten miał oczyścić język z białego nalotu, który utrzymywał się na nim przez cały okres głodówki. Dodatkowo ostry smak czosnku ma pobudzać trawienie. Po przeżuciu język powinien być czysty i różowy, choć w moim przypadku nie do końca się to sprawdziło. Może użyłem za mało skórki, albo za krótko żułem?

Następnie wycisnąłem sok z marchewki i zacząłem go sączyć małymi łykami. Po pierwszym większym łyku poczułem ból w żołądku. Po kilku minutach ból minął. Następny łyk był malutki (zacząłem pić przez rurkę) i zanim go połknąłem sok wymieszałem ze śliną i trzymałem chwilę w ustach przesączając przez zęby. Chodzi o to, aby sok wymieszał się ze śliną w której są enzymy rozkładające węglowodany (główny składnik soku). Dzięki temu każdy kolejny łyk sprawiał coraz mniejszy dyskomfort. W ten sposób 250 ml soku sączyłem około 2 godzin.

Tego dnia również ugotowałem zupę warzywną na kolejne dni wychodzenia z głodówki. Składała się z marchewki, pietruszki (starte na tarce jarzynowej) oraz pokrojonego w talarki pora. Jako przyprawy dałem listek laurowy i ziele angielskie oraz rozgnieciony ząbek czosnku. Pod koniec gotowania dodałem cukinię i paprykę czerwoną – aby były chrupiące. Całą porcję gotującej zupy wlałem w słoiki 0,33 ml, zakręciłem i postawiłem do góry dnem, aby wieczka się zakleiły.

Właściwe zaplanowanie wychodzenia z głodówki jest dużo ważniejsze niż sama głodówka, ponieważ zdecydowana większość błędów jest popełniana właśnie na tym etapie. Wychodzenie z głodówki powinno trwać co najmniej tyle ile sama głodówka, czyli w moim przypadku 10 dni. Podczas wychodzenia z głodówki następuje intensywna odbudowa organizmu, dlatego tak ważne jest właściwe odżywianie w tym okresie.

Zdecydowanie należy wtedy unikać pokarmów pochodzenia zwierzęcego, które zmniejszają intensywność odbudowy. Po zakończeniu głodówki trwa efekt polepszenia biosyntezy przez komórki, dlatego nie obserwuje się wtedy żadnych kosztów ponoszonych przez organizm na skutek spożywania potraw wyłączenie roślinnych.

W zależności od czasu trwania głodówki proces wychodzenia będzie wyglądał inaczej. W przypadku głodówki niepełnej, kiedy to układ trawienny jest uśpiony i ciągle trwa intensywne oczyszczanie organizmu kluczowe jest przerwanie oczyszczania i pobudzenie układu trawiennego, aby rozpoczął ponownie trawić pokarmy.

W przypadku głodówki 10-dniowej najlepsze do tego są enzymy zawarte w świeżo wyciskanych sokach i surówkach warzywnych. Dlatego w moim przypadku wychodzenie z głodówki rozpocząłem od świeżo wyciśniętego soku marchwiowego i kontynuowałem na surówkach warzywnych.

Dzień 11 – wychodzenie z głodówki

Waga 68,3 kg, obwód pasa 85 cm, ciała ketonowe: 8 mmol/L.

Na śniadanie ze smakiem zjadłem zupę ugotowaną dzień wcześniej. Jadłem bardzo powoli, dokładnie przeżuwając każdą porcję i nie odczuwałem przy tym żadnego bólu w żołądku.
Na drugie śniadanie wypiłem świeżo wyciskany sok z marchewki z małym dodatkiem jabłka. Tak jak wczoraj sączyłem go małymi łyczkami dokładnie mieszając ze śliną.

Na obiad do pracy zabrałem surówkę ze startej marchewki i białej kapusty zaprawionych sokiem wyciśniętym z połówki pomarańczy. Około południa zjadłem połowę surówki. Brałem do ust małe porcje dokładnie przeżuwając. Gdy na raz łykałem zbyt dużo surówki od razu czułem lekki ból w żołądku. Surówka z surowych warzyw również zawiera duże ilości pobudzających trawienie enzymów.

Między posiłkami wypiłem herbatę z kopru włoskiego. Pod koniec pracy zjadłem drugą porcję surówki, jadłem tak samo jak rano, ale na żołądku już wszystko było dobrze, żadnego dyskomfortu. Pół godziny przed kolacją schrupałem 2 rzodkiewki. Na kolację poranna zupka doprawiona dodatkowo mieloną kozieradką.

Samopoczucie w ciągu tego pierwszego dnia wychodzenia z głodówki miałem bardzo dobre. Nie odczuwałem żadnych dolegliwości, oczywiście poza momentem zjedzenia zbyt dużego kęsa surówki. Energii miałem więcej niż w dniach poprzednich. Nastrój też był bardzo dobry. Cieszyłem się jak dziecko że już wychodzę z głodówki i mogę jeść 🙂

 

Dzień 12 – wychodzenie z głodówki

Waga 68,7 kg, obwód pasa 84 cm, ciała ketonowe: 4 mmol/L.

Za mną kolejna bardzo dobrze przespana noc – bez budzenia się. Dzisiaj wprowadzam kaszę i małe ilości orzechów. Na śniadanie zupa warzywna doprawiona ziołami, do tego ugotowana kasza gryczana niepalona, która wcześniej całą noc moczyła się w wodzie.

Na drugie śniadanie schrupałem jabłko. Dzięki temu, że pierwszego dnia ugotowałem dużą porcję zupy warzywnej, przygotowywanie kolejnych posiłków na jej bazie zajmuje teraz bardzo mało czasu.

Na obiad ta sama zupa z kaszą gryczaną. W międzyczasie 2 dobrze pogryzione orzechy włoskie. Podwieczorek schrupane w całości warzywa: seler naciowy, cykoria, papryka. Na kolację ta sama zupa z kaszą gryczaną, pomidorami i ziołami. Na 3 godziny przed snem zjadłem 5 dobrze pogryzionych migdałów.

Samopoczucie bardzo dobre, energii wyraźnie więcej co doskonale weryfikuje seria porannych i wieczornych pompek.

 

Dzień 13 – wychodzenie z głodówki

Waga 68,6 kg, obwód pasa 86 cm, ciała ketonowe: 0,5 mmol/L.

Znowu bardzo dobra noc, spałem do rana i się nie budziłem. Dzisiaj wprowadzam strączki, trochę tłuszczu roślinnego i odrobinę soli. Podczas wychodzenia z głodówki trzeba bardzo uważać z wprowadzeniem soli, najlepiej jest jej unikać przez cały okres wychodzenia. Sól w fazie wychodzenia z głodówki powoduje zatrzymywanie wody i powstawanie obrzęków.

Na śniadanie była pyszna kasza jaglana z musem jabłkowym i jagodami leśnymi, które zebrane latem czekały na ten moment w zamrażarce. Na drugie śniadanie zjadłem soczyste jabłko. Na obiad surówkę z kiszonego ogórka, cykorii, papryki, ogórka świeżego, pora, gotowanej czarnej soczewicy z dodatkiem 1 łyżki oliwy z oliwek.

Na podwieczorek: zupa warzywna z czarną soczewicą. Na kolację surówka: 2 kiszone ogórki, cebula, ogórek świeży, rzodkiewka, cykoria, kapusta pekińska, gotowana czarna soczewica i 2 łyżki oleju lnianego.

Surówki z soczewicą razem z poranną jaglanką to najpyszniejsze posiłki jakie jadłem odkąd zacząłem wychodzenie z głodówki. Samopoczucie bardzo dobre, energii mam więcej niż przed głodówką, zwiększyłem ilość porannych pompek z 30 do 40. Jednak tego dnia na fitnessie już po 30 minutach ćwiczeń wyszedłem, bo poczułem nagły spadek energii. Prawdopodobnie mięśnie nie były wystarczająco dobrze wysycone glikogenem, który skończył się w trakcie treningu.

 

Dzień 14 – wychodzenie z głodówki

Waga 68,7 kg, obwód pasa 86 cm, ciała ketonowe: 0 mmol/L.

Kolejna dobrze przespana noc – nie budziłem się ani razu do samego rana. Dzisiaj dzień zaczynam od kleiku ze zmielonego siemienia lnianego, który wypijam na minimum 15 minut przed śniadaniem. Terapia kleikiem lnianym doskonale wpływa na układ pokarmowy, regeneruje błonę śluzową, odżywia bakterie jelitowe i zasila w kwasy omega-3. Dodatkowo stopniowo zwiększam ilość dostarczanego białka, nadal w formie roślin strączkowych.

Śniadanie: najpyszniejsza na świecie zupa dyniowa na mleku roślinnym z zacierkami owsiano-gryczanymi. II śniadanie: hummus z cykorią, papryką, kapustą pekińską i ogórkiem kiszonym.

Obiad: gotowana zielona ciecierzyca, kilka duszonych pieczarek, sos z podduszonego na oleju kokosowym pora. Do tego mleko roślinne, gałka muszkatołowa, zmiksowane i zagęszczone orzechami nerkowca. Uzupełnieniem całości jest surówka z marchewki z chrzanem i olejem lnianym.

Podwieczorek: orzechy włoskie i laskowe. Kolacja: hummus z warzywami jak na II śniadanie.

 

Dzień 15 – wychodzenie z głodówki

Waga 69,5 kg, obwód pasa 87 cm, ciała ketonowe: 0 mmol/L.

15 minut przed śniadaniem: kleik lniany.
Śniadanie: dzisiaj niedziela, dzień odpoczynku, więc na śniadanie zupa dyniowa z poprzedniego dnia. II Śniadanie: surówka z kiszonej kapusty, sałaty rzymskiej, kapusty kiszonej, żółtej papryki, ogórka kiszonego, gotowanej zielonej soczewicy, polane olejem lnianym.

Obiad: ziemniaki gotowane w mundurkach z sosem z nerkowców, czerwonej soczewicy i cebuli. Do tego gotowana marchewka z groszkiem zagęszczone mąką grochową oraz surówka z białej kapusty z solą i olejem lnianym.

Przekąska: garść suszonych daktyli. Kolacja: hummus, seler naciowy, sałata rzymska, kapusta włoska, kapusta kiszona, ogórek kiszony.

 

Dzień 16 – wychodzenie z głodówki

Waga 69,6 kg, obwód pasa 87 cm, ciała ketonowe: 0 mmol/L.

15 minut przed śniadaniem: kleik lniany.
Śniadanie: gotowana kasza jaglana z bananem, malinami, wiórkami kokosowymi i makiem, z odrobiną mleka roślinnego. II śniadanie: soczyste i chrupiące jabłko.

Obiad: zupa warzywna (ugotowana na początku wychodzenia z głodówki) z zieloną soczewicą i oliwą ekstra vergine. Podwieczorek: surówka z kapusty białej, kapusty kiszonej, kapusty pekińskiej, gotowanej soczewicy zielonej, pora i oliwa. Kolacji dzisiaj nie jadłem, miałem ochotę wcześniej położyć się spać.

 

Dzień 17 – wychodzenie z głodówki

Waga 70,5 kg, obwód pasa 88 cm, ciała ketonowe: 0 mmol/L.

Kolejna bardzo dobrze przespana noc – bez budzenia się. Zauważyłem, że od kilku dni po prostu doskonale sypiam. Śpię całą noc, a rano budzę się na kilka minut przed budzikiem wypoczęty i rześki.

15 minut przed śniadaniem: kleik lniany.
Śniadanie: płatki owsiane na wodzie z bananem, kurkumą, mlekiem roślinnym i granatem. II śniadanie: jabłko, jak zwykle pyszne. Obiad: zupa warzywna (ta co zwykle) z gotowaną czarną soczewicą i ziołami prowansalskimi.

Podwieczorek: kapusta kiszona, por, rzodkiewka, ogórek kiszony, soczewica czarna, cykoria i olej lniany. Kolacja: garść orzechów ziemnych, warzywa różne, olej lniany.

 

Dzień 18 – wychodzenie z głodówki

Waga 71 kg, obwód pasa 88 cm, ciała ketonowe: 0 mmol/L.

15 minut przed śniadaniem: kleik lniany.

Śniadanie: ryż z musem jabłkowym i granatem. II śniadanie: jabłko. Obiad: barszcz ukraiński z czerwoną fasolą.

Podwieczorek i kolacja: surówka z cykorii, kapusty pekińskiej, kiszonej kapusty, pora, awokado i gotowanej czarnej soczewicy. Do tego kromka chleba pełnoziarnistego posmarowanego awokadem. To pierwsza kromka chleba w moich ustach od prawie 20 dni – ach jak ona smakowała… 🙂

 

Dzień 19 – wychodzenie z głodówki

Waga 71,2 kg, obwód pasa 88 cm, ciała ketonowe: 0 mmol/L.

15 minut przed śniadaniem: kleik lniany.
Śniadanie: placki owsiane z jabłkami. II Śniadanie: jabłko. Obiad: zupa warzywna (ta co zwykle) z zieloną soczewicą, ziołami włoskimi i mieloną kozieradką.

Podwieczorek: garść orzechów włoskich. Kolacja: surówka warzywna jak dnia poprzedniego.

 

Dzień 20 – koniec wychodzenia z głodówki

Waga 71,3 kg, obwód pasa 88 cm, ciała ketonowe: 0 mmol/L.

Dzisiaj ostatni dzień wychodzenia z głodówki, które powinno trwać tyle samo, ile trwała sama głodówka. Tego dnia wprowadzam pierwszy produkt odzwierzęcy – jajka.

15 minut przed śniadaniem: kleik lniany.
Śniadanie: 2 jajka sadzone z ogórkiem kiszonym. II Śniadanie: pomarańcza. Obiad: barszcz ukraiński wzbogacony gotowaną czarną soczewicą.

Podwieczorek: garść migdałów. Kolacja: 2 kromki chleba pełnoziarnistego z awokado. Do tego surówka z kapusty pekińskiej, ogórka kiszonego, pora i cykorii, skropione olejem lnianym.

10 dniowa głodówka na wodzie – wnioski.

W moim przypadku przejście 10-dniowej głodówki okazało się bardziej doświadczeniem psychicznym niż fizycznym. Długotrwały okres przygotowań polegający na przeprowadzeniu wielu dużo łagodniejszych terapii oczyszczających spowodował, że nie miałem praktycznie żadnych fizycznych objawów ozdrowieńczych. Jedynie ból w okolicy nerki od 7 dnia głodówki był dla mnie czymś nowym, ale nie był on jakoś szczególnie dokuczliwy i ustąpił po kilku kolejnych dniach.

Natomiast dużo trudniej znosiłem głodówkę psychicznie. Przez 10 dni będąc tylko na wodzie i unikając kontaktu z jedzeniem, aby nie rozbudzać apetytu, uświadomiłem sobie, jak ogromną rolę jedzenie odgrywa w życiu człowieka. I nie mam na myśli tylko sam czas jaki poświęcamy na jego przygotowywanie i zjadanie, ale o okoliczności, w których spożywamy posiłki.

W naszej rodzinie mamy zwyczaj, że w weekendy wszystkie posiłki jadamy razem, a w tygodniu przynajmniej kolację. Będąc na głodówce wodnej nie mogłem uczestniczyć w tych spotkaniach i bardzo, bardzo mi tego brakowało. Jedzenie, wspólne biesiadowanie, rozmowy jakie się przy tym odbywają, są fundamentalną częścią naszego człowieczeństwa i doświadczenie ich braku było dla mnie bardzo bolesne.

A co ze zmianami fizycznymi? Poniżej znajdziesz wykres graficznie pokazujący zmianę mojej wagi i obwodu pasa podczas całego okresu głodówki i okresu wychodzenia. Największe spadki były w pierwszych 7 dniach, po czym nastąpiła względna stabilizacja, która zazwyczaj ma miejsce po pierwszym przełomie kwasiczym. Po wprowadzeniu odżywiania regeneracyjnego podczas wychodzenia, waga i obwód pasa wzrosły na skutek wypełnienia jelit i ponownie się ustabilizowały.

Podczas głodówki z dużym zainteresowaniem obserwowałem poziomu ciał ketonowych w moczu, które pojawiają się, gdy organizm przełącza się na odżywianie wewnętrzne (ketoza). I faktycznie już 3 dnia głodówki, gdy  organizm zużył zapasy glikogenu, przełączył się na odżywianie endogenne, produkując w wątrobie ciała ketonowe, które pojawiły się również w moczu. Ich poziom narastał przez 3 kolejne dni osiągając maksymalny poziom 16 mmol/L, który utrzymywał się przez cały okres głodówki.

Pierwszego dnia wychodzenia z głodówki (11 dzień) stosowałem niskokaloryczną dietę warzywno-owocową, przy której poziom ciał ketonowych utrzymywał się na maksymalnym poziomie. Jednak w 2 dniu wychodzenia (12 dzień) wystarczyło wprowadzenie samej kaszy gryczanej, aby poziom ciał ketonowych zaczął gwałtownie spadać, co było objawem przełączenia się na odżywianie zewnętrzne.

Które momenty głodówki na wodzie były dla mnie najtrudniejsze?

Dwa momenty były dla mnie szczególnie trudne: pierwszy 2 dnia głodówki, gdy po porannym wstaniu osłabiony i zlany potem siedziałem przez kilka minut, nie bardzo rozumiejąc co się dzieje. Drugi był 10 dnia głodówki, gdy przygotowując się do wyjścia sączyłem sok z marchewki i odczuwałem ból żołądka.

Pierwszy trudny moment trwał zaledwie 5 minut, więc minął zanim zacząłem się zastanawiać co dalej. Drugi, ten z bólem żołądka trwał kilka godzin i przez ten czas obawiałem się jak długo będę się musiał męczyć, aby wrócić do pełnowartościowego odżywiania.

Co zrobiłbym inaczej, gdybym powtarzał głodówkę?

Mój plan wychodzenia z głodówki ułożyłem ściśle według książki Lecznicza głodówka autorstwa Giennadija Małachowa, w której przy głodówkach do 15 dni zalecano wychodzenie na soku.

Inne źródła wskazują, aby pierwszego dnia pić soki warzywne pół na pół rozcieńczone z wodą i teraz myślę, że to jest lepszy sposób wychodzenia, który łagodniej przeprowadza organizm z głodówki wodnej do pełnowartościowego odżywiania.

Jaką mam radę dla Ciebie?

Zdecydowanie nie kopiuj mojego sposobu przeprowadzenia głodówki 1:1. To, co przeczytałeś, to są moje osobiste doświadczenia i spostrzeżenia i nie traktuj tego jako jedynej właściwej drogi. Zachęcam Cię natomiast do ułożenia swojego własnego planu, drogi dojścia do odżywiania, które będzie zapewniać Ci długotrwałe zdrowie i każdego dnia napełniać energią. Szukaj, sprawdzaj, eksperymentuj. Wyciągaj wnioski, wprowadzaj poprawki i próbuj dalej.

Jeżeli jesteś osobą na początku drogi oczyszczania organizmu zacznij od czegoś bardzo prostego, np. 3 dni na warzywach, 3 dni na koktajlach, albo 3 dni na sokach. W naszym zdrowym sklepiku znajdziesz gotowe jadłospisy wraz ze szczegółowymi instrukcjami, jak takie detoksy przeprowadzić. Dla mniej odważnych polecam 3 dniowy detoks jaglany, to tak naprawdę zdrowe odżywianie, jednak już takie 3 dni otwierają oczy na to, jak pożywienie wpływa na nasze samopoczucie.

UWAGA: Bezpłatny eBook!

“5 kluczowych zasad oczyszczania

warzywno-owocowego”

 

Bezpłatny eBook, a w nim:

 

1. Trzy fazy detoksu, przez które musisz przejść.
2. Potęga nawadniania – udrożnij „wewnętrzną oczyszczalnię”.
3. Niech pokarm Cię uzdrowi – świeże, surowe, odżywcze.
4. Czas dla Ciebie i Twojego ciała.
5. Odżywianie wewnętrzne – nie szalej z kaloriami.

5 SKOMENTUJ

Wyślij swoją wiadomość

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

5 Komentarze
  • 4 lutego 2019

    Brawo Michał! Gratuluję przejścia głodówki 🙂

    Beata
    Odpowiedz
  • 5 lutego 2019

    Brawo Michał!!!. Chętnie czytam takie opisy, bo sam robiłem w styczniu 2018 taką głodówkę. W tym roku będzie chyba w lutym.. W tej zeszłorocznej udało mi się wyleczyć podobno niewyleczalny szum w uszach i chroniczne zapalenia zatok czołowych. To miałem od ok 30 lat. Było też więcej dobrych efektów. Sam wiesz jak to działa. Jestem stałym słuchaczem podcastu. Przesłuchałem wszystkie. Pozdrawiam Janek

    Janek.
    Odpowiedz
    • 6 lutego 2019

      Cześć Janek, miło poznać słuchacza podcastu 🙂 Gratuluję pozbycia się zapalenia zatok i szumu w uszach i trzymam kciuki za Twoją kolejną głodówkę 🙂 Swoją drogą – jak to nie trzeba się poddawać 🙂

      Michał Jaworski
      Odpowiedz
  • 28 czerwca 2019

    Właśnie przed wczoraj zaczęłam 3 dniową głodówkę i wytrwałam tylko 1,5 dnia. Mimo ,że wiem czym jest głodówka, jestem wegetarianką, 2 razy oczyszczałam wątrobę i regularnie stosuję lewatywę z kawy to jednak nie wytrzymałam. Właśnie drugi dzień tak mnie osłabił, byłam tak wyczerpana że zrezygnowałam. Myślałam że takie samopoczucie to dopiero pod koniec tygodnia przy pierwszym przełomie kwasiczym. Dziękuję za twój dokładny opis. Teraz wiem, że nie było powodu do obaw. Ale teraz jeszcze lepiej się przygotuję i może od razu na 1 dni. Jedna rzecz mnie zastanawia, napisałeś że organizm na odżywianiu autogennym zjada wszystko co jest mniej ważne ale nie rusza układu nerwowego i mózgu. Otóż jest taki moment w dłuższej głodówce, kiedy organizm zaczyna trawić własne narządy, ale zaczyna właśnie od mózgu. To jest najbardziej niebezpieczny moment ( powyżej 40 dnia ) i nie można go przeoczyć bo może się skończyć poważnymi zaburzeniami psychicznymi. Poza tym jeśli chodzi o mnie to staram się jadać 2 max 3 posiłki dziennie. Kiedyś byłam na kursie z M. Tombakiem i pamiętam jak mówił że człowiek powinien jeść 1 raz, max 2 razy dziennie z 12 godzinną przerwą i taki człowiek jest pogodny, wesoły a kto je często to krótko żyje. Ale każdy ma swoje doświadczenia . Pozdrawiam cię serdecznie. Teresa

    Teresa Wiśniewska
    Odpowiedz
  • 2 sierpnia 2019

    Od kilku lat stosuję 14 dniowe głodówki, plus kąpiele w morzu niezależnie od pory roku, efekt taki że waga dużo mniejsza a do tego nawet kataru przez kilka lat nie miałam, na mnie to dobrze wpływa.

    jola
    Odpowiedz
Więcej Niż Zdrowe Odżywianie